WIELKI PIŁKARZ NA MAŁE GRANIE

nemanja-nikolic

Faza grupowa Euro 2016. Węgry świetnie rozpoczynają turniej, ale Nemanja Nikolić wychodzi ze Stade Matmut-Atlantique dość struty. Nie pobiegał nawet przez minutę, gdy jego koledzy nieoczekiwanie ograli Austrię, a całe okolice areny w Bordeaux skandowały „who the fuck is Conchita?”. Po Portugalii jest podobnie. Szalony mecz, 3:3, Węgrzy rewelacją, a „Niko” znów bez występu. – Jestem bardzo smutny, gdy nie mogę wyjść na boisko. Nie wiem, co mogę powiedzieć – wzrusza ramionami. Na pytanie, dlaczego jego zdaniem nie gra, odpowiada: – Musiałbyś zapytać trenera, bo ja nie rozumiem.

Od tamtej pory minęło ledwie kilka miesięcy, ale sytuacja się powtarza. Tym razem w klubie. – Myślałem, że odegram większą rolę. Nie wiem, dlaczego wyszedłem w składzie tylko dwa razy. Nie dostałem wytłumaczenia. Jestem smutny i rozczarowany – opowiada węgierskim mediom zapytany, dlaczego praktycznie nie liczył się w Lidze Mistrzów. Taki – jak można podejrzewać – był argument Legii, gdy walczyła o pozostanie Nikolicia. Tym zapewne przekonywano go, gdy do klubu spływały oferty z Hull czy piłkarskich rajów finansowych. Zdecydował się zostać, bo Liga Mistrzów to Liga Mistrzów. I co? I wykręcił bardzo przyzwoitą rundę (29 meczów, 14 goli), ale już na najwyższym poziomie potwierdził to, co mówiło się o nim od wielu miesięcy.

Pamiętacie, jaka przetoczyła się wojna, gdy Urban zasugerował, że niech najpierw Nikolić strzeli komuś mocnemu, a potem opowiada o Lechu? Do pewnego stopnia to się jednak potwierdziło. Węgier zdobył jedną bramkę w Champions League (przy goleadzie z Borussią). Poza tym zaliczył cztery puste przeloty (Borussia, Sporting, Real, Real) ledwie dwa razy wychodząc w podstawowym składzie. Na zdecydowanie najważniejszy mecz ze Sportingiem w ogóle nie wybiegł. W Nikoliciu coś musiało więc pęknąć i dziś ogłosił, że zamierza odejść. Czy jednak zasługiwał na więcej? Hmm…

BVB – bez gola
Sporting – bez gola
Real – bez gola
Real – bez gola
BVB – gol
Dundalk – gol
Dundalk – bez gola
Midtjylland – bez gola
Napoli – bez gola
Brugge – bez gola
Midtjylland – bez gola
Napoli – bez gola
Zoria – bez gola
Zoria – bez gola

Przez dwa lata w Legii Nikolić rozegrał 21 meczów w pucharach. Zdobył w nich osiem bramek. Na papierze dorobek to niezły, ale z poważnych rywali 29-latek ukłuł jedynie BVB i Dundalk (o ile to poważny rywal?). Kapitalnie wyglądał w eliminacjach LM, gdy rozstrzelał Zrinjski i zdobył decydującą o awansie bramkę z Trencinem. Poprzedni sezon? Podobnie. Niezłe kwalifikacje i gole z Botosani czy Kukesi, ale poza tym pustka. W ani jednym meczu grupowym Ligi Europy nie trafił do siatki. Mało? Przez ostatnie dwa lata Nikolić zgromadził 13 występów w reprezentacji Węgier. Bilans? Gol z Litwą. Jeden gol licząc wszystkie mecze w 2015 i 2016!

Grecja – bez gola
Litwa – gol
Finlandia – bez gola
Rumunia – bez gola
Wyspy Owcze – bez gola
Grecja – bez gola
Chorwacja – bez gola
WKS – bez gola
Islandia – bez gola
Belgia – bez gola
Wyspy Owcze – bez gola
Szwajcaria – bez gola
Łotwa – bez gola

Pod względem liczby minut w LM Nikolić jest piętnastym zawodnikiem Legii. Jego – jednogłośnie najlepszego piłkarza z Łazienkowskiej poprzednich rozgrywek – wyprzedzili praktycznie wszyscy. Może to zbyt daleko idąca teza, ale Węgier stanowi żywy dowód na słabość naszej ligi. Tutaj wyrósł – kto wie? – może nawet na najlepszego snajpera od czasów Lewandowskiego. Patrząc na samą Ekstraklasę – tu stał się seryjnym mordercą. Węgierskim Jonathanem Soriano, Mario Jardelem czy innym Łukaszem Teodorczykiem. Gdy jednak z lokalnej dyskoteki pod Żaganiem przenosił się na salony – na ogół ginął i nie wiedział jak się zachować. Tam jego zabójczy instynkt nie dawał o sobie znać. Kiedy potrzebne było coś poza piorunującą skutecznością – siła, szybkość, gra tyłem do bramki, whatever – Nikolić znikał. Zabrakło mu choćby jednego atutu, by w ogóle doprowadzić do momentu, gdy można byłoby mówić o jakiejkolwiek skuteczności. W Polsce okazał się jednym z najlepszych transferów ostatniej dekady, Legia wycisnęła go jak cytrynę, kibice będą wspominali pewnie jak Svitlicę, ale to by było niestety na tyle.

Po prostu – wielki piłkarz na małe granie. A dedukcja na jeszcze niższym poziomie.

Napisane przez Tomasz Ćwiąkała