SŁUCHAM KŁAMSTW, KTÓRE MAJĄ MI ZASZKODZIĆ. TAK MI DZIĘKUJĄ?

Czytał pan wywiad Michała Treli z prezes Wisły, Marzeną Sarapatą?

Właśnie przed momentem skończyłem.

I co pan sądzi, gdy słyszy, że Wisła przerosła Kiko Ramireza?

To bardzo niefortunne deklaracje, od osoby, która krótko piastuje stanowisko prezesa i nie zna się – moim zdaniem – na futbolu. Pani Sarapata może nie miała złej woli, ale te wypowiedzi są oderwane od rzeczywistości. Raz, może dwa przyjechała do ośrodka treningowego. Manuel Junco był w tym wszystkim sam, a pani prezes… Cóż, otoczyła się niewłaściwymi doradcami, którzy ciągle zanieczyszczali atmosferę. Teraz można mówić, że klub jest ważniejszy od trenera – to prawda. Ale jest ważniejszy od wszystkich pracowników. Pamiętam, że prezes przejęła Wisłę w trudnej sytuacji ekonomicznej i sportowej, ale nie powinna się wypowiadać o piłce. Może nie przetłumaczyłem sobie wszystkiego dosłownie, ale odnoszę wrażenie, że te zarzuty nie mają związku z rzeczywistością.

To ja panu przetłumaczę. „Projekt: „Kiko Ramirez” zakładał, że w pewnym stopniu polepszymy się w konkretnych aspektach gry. Po dziesięciu miesiącach zaczęliśmy sprawdzać, czy tak się stało, i nie do końca tak było. Czasami nawet wręcz odwrotnie”. O jakie aspekty chodziło?

Zacznijmy od ekonomicznego – klub ma wielkie problemy finansowe. W poprzednim sezonie niektórzy nie dostawali pensji nawet przez cztery miesiące. Piłkarze, których ściągnąłem w Hiszpanii, mieli tak duże problemy, że niektórzy nie mogli zapłacić za wynajem mieszkania. Mieliśmy mnóstwo spotkań. Wiele dotyczyło finansów. Staraliśmy się przeżyć w tej sytuacji, choć w klubie brakowało takich narzędzi jak kamizelki GPS. Teraz też zwolnili trenera, który nie dostawał pensji.

Jak długo?

Od prawie trzech miesięcy.

Pani Sarapata mówi też, że proponowano pomóc także w korzystaniu z najnowszych technologii…

(śmiech)

… ale „trener mowił, że tego nie potrzebuje”.

Nieprawda. Jeśli nie dostawaliśmy pensji, to jak mieliśmy wprowadzać nowe technologie? Przecież to wystarczy za odpowiedź. Bardzo niefortunne wypowiedzi. Nie wiem, dlaczego teraz wyciąga się brudy, ale to kolejny dowód, że pani prezes ma złych doradców. Gdy sprzedawaliśmy Mączyńskiego i Brleka, słyszałem, że to poprawi sytuację klubu. Teraz słyszę, że są problemy z uzyskaniem pieniędzy.

Ja z kolei słyszałem, że Włosi koniec końców nie zapłacili za Brleka. To prawda?

Dlatego mówię to, co mówię. Ale Brleka już nie ma. Zagrał na początku, a potem odszedł. Gdy straciliśmy dwóch tak ważnych zawodników, musieliśmy korzystać z mojego notesu. Znałem wielu piłkarzy z Segunda i Segunda B. Wiesz, jak wyglądał transfer Carlitosa?

Podobno jeden ze skautów nie chciał dać zielonego światła i wyciągnął argument, że to piłkarz na amatorskim kontrakcie.

To prawda. Pani prezes dostała na biurko dokument, w którym sugerowano, że chcemy oszukać klub. Kuźba podnosił argument, że chcemy sprowadzić piłkarza z amatorskim kontraktem. Twierdzili, że się nie nadaje. Okres przygotowawczy był dla niego bardzo trudny. Pamiętam mecz z Pogonią. Powiedziałem:

– Wystawiam cię w jedenastce, wierzę w ciebie, inni może mają wątpliwości, ale pomóc może ci tylko gol.

Strzelił go. Wtedy powiedziałem: – Teraz jesteś w Ekstraklasie i nikt cię nie zatrzyma, tylko sam w to uwierz.

Do tematu transferu wrócimy, ale tak przy okazji wielu kibiców zadaje sobie pytanie, czy zawodnik, który aż tak przerasta Ekstraklasę, mógłby załapać się choćby do dołu tabeli Primera Division.

Konkurencja jest olbrzymia. Nawet jeśli jesteś dobry, a nie dostaniesz zaufania, to się nie liczysz.

Bo liczy się wynik.

Wchodzisz, nie sprawdzasz się? Czas na kolejnego. Nie będę opowiadał bajek, że wiedziałem, że aż tak odpali. Wiedziałem jedynie, że może dać sporo drużynie, ale najwięcej zależy od tego, czy uwierzy w siebie. Trzeba było mu wpajać, że jest ważny. Kwestie psychologiczne zawsze były dla mnie priorytetem. Jaki był problem Brleka? Często łapał kontuzje i nie mógł rozegrać kilku meczów z rzędu. Powiedziałem mu:

– Musisz nauczyć się oszczędzać siły. Trenujesz na 200 procent, a to się wiąże z ryzykiem.

Trzeba umieć oddzielić treningi – jeśli budujesz przygotowanie fizyczne i trzeba biegać kółka, wiadomo, że musisz dać z siebie najwięcej. Ale bardzo ważna jest umiejętność ocenienia, na ile możesz sobie pozwolić. To mecze dają ci pieniądze. Nie będę uczył Carlitosa czy Brleka, jak grać w piłkę, bo to nie 15-latkowie. Chodzi o kontrolowanie pewnych aspektów i dotarcie do piłkarza, żeby np. wiedział, że ośmiogodzinne przesiadywanie na siłowni nic mu nie da. Piłka to talent. Ta-lent wsparty przygotowaniem fizycznym. W Segunda B znajdziesz wielu zawodników z talentem, którym na pewnym etapie zaczyna brakować motywacji lub wiary w siebie. Dlaczego jeśli ktoś się wychował w Barcelonie, może nie osiągnąć sukcesu? Bo traci ten entuzjazm, którym wyróżniają się choćby Głowacki czy „Wasyl”. Oni nie grają z obowiązku. Po prostu kochają futbol. Wisła jest natomiast wielkim klubem, ale pewne sytuacje są trudne do zaakceptowania. Jak to się mawia w Hiszpanii – zapłaciłem za zbite talerze i biorę na siebie odpowiedzialność. Nie powiem złego słowa na sztab. Radek, Kaziu, Goncalo czy Jordi Jodar to fantastyczni ludzie. Pracowaliśmy nad drużyną, ale też indywidualnie…

No to kolejny cytat z wywiadu. „Jeśli słyszę od trenera, że wystarczy mu trening z całą drużyną i nie potrzebuje dodatkowych zajęć, a z drugiej strony słyszę narzekanie na tego zawodnika, to coś jest nie tak. Staraliśmy się namówić, zachęcić szkoleniowców, by pracowali indywidualnie. Trener Sobolewski zapewniał, że może zostawać codziennie i ćwiczyć indywidualnie z zawodnikami. Trener Ramirez tego nie chciał”.

Nie, nie… Ona nie wie, o czym mówi, bo nie ma pojęcia, na czym polega indywidualny trening. Ktoś kazał wypowiedzieć je te słowa, więc je wypowiedziała.

Część kibiców nie rozumie niektórych personalnych decyzji – choćby wstawienia z miejsca do gry Ze Manuela czy Balanyuka, którzy nie byli gotowi do gry, a inni jak Wojtkowski czy Halilović musieli dłużej czekać na szansę.

Wierzyłem w nich obu i obaj dostawali minuty. Pamiętajmy jednak, że Halilović przyszedł ze słabszej ligi pod względem fizycznym. Porównajmy go z defensywnymi pomocnikami Górnika. Ciężko mu pójść w pojedynek ciało w ciało. Tracił pozycję, miał problemy taktyczne… To piłkarze, którzy dopiero się kształtują. W kilku przypadkach słyszeliśmy, że nie brakuje im rytmu i są do gry, a zdarzało się, że musieliśmy wypuścić zawodników, których dopiero odbudowywaliśmy.

Jak Balanyuk?

Jak „Wasyl”. Wiedziałem, że musimy zaryzykować i zagrał dobrze. Pamiętajmy o sytuacji klubu. Manuel nie może sam jeździć na obserwacje, a ja nie lubię ściągać piłkarzy na bazie wideo. Wisła to zbyt wielki klub na takie metody, ale musieliśmy tak postępować. Zawodnika trzeba obejrzeć w czterech-pięciu meczach. U siebie i na wyjeździe. W różnych okolicznościach. Tak działają wielkie kluby, a u nas Manuel był sam i sam latał do Chorwacji. Inni wykonywali swoją pracę źle.

Ma pan na myśli skautów?

Wiele osób psuło atmosferę. Carlitosa chcieli odpalić po pierwszym meczu okresu przygotowawczego. Napisali w raporcie, że grał w Torrellano, Eldense, rezerwach Villarrealu i zawsze na amatorskim kontrakcie. A ja przed Wisłą pracowałem w skautingu Rayo Vallecano, jeździłem po całej Europie, doskonale znałem ligi hiszpańskie i wiedziałem, kogo chcę ściągnąć. Perez grał w Valladolid, Basha w Saragossie, a Velez i Cuesta w Almerii. Każdy miał jakieś CV. Lloncha wyciągnęliśmy z rezerw Granady, dzięki temu, że znałem go z L’Hospitalet. Imaz miał problemy na początku, ale się przebił. Carlitos natomiast nigdy nie występował w Primera ani Segunda, ale to w stu procentach mój wybór. Zaryzykowałem. Manuel sądził, że też coś może z niego być, ale nie oglądał go na żywo. Na wideo dostrzegł jednak potencjał. To był transfer naprawdę trudny do przeprowadzenia. Między innymi dlatego teraz zaskakuje mnie, że otwarto puszkę Pandory. Takie kluby nie mogą być zarządzanie przez ludzi, którzy kłamią, tylko takich, którzy twardo stąpają po ziemi.

Kolejny zarzut – zbyt duże uzależnienie od Carlitosa i mało atrakcyjny styl.

Ale my chcieliśmy wprowadzić ten styl. Przejąć inicjatywę i grać piłkę. Pierwszym celem była górna ósemka. Udało się. Potem mówiłem wprost, że przyjechałem do Polski po to, by awansować do europejskich pucharów. To jedyny sposób na otworzenie drzwi do futbolu hiszpańskiego. Rozumiem, że niektórzy z władz klubu myśleli o mistrzostwie, ale jak chcesz pokonać Legię, bezpośredniego rywala, jeśli sprzedajesz jej swojego jedynego reprezentanta? Przecież ja nie zmyślam, to oczywiste wnioski. Niektórzy za dużo mówią, a za mało robią. Powinni się skupić na szanowaniu pracowników klubu i szukaniu środków, by piłkarze nie mieli problemu z opłaceniem mieszkania, samochodu czy podatków. Ja płaciłem podatki od pieniędzy, których nie dostawałem. Sięgałem do budżetu rodzinnego. Żeby było jasne – nie twierdzę, że Wisła nie spłaca piłkarzy. Klub radził sobie już z tymi sytuacjami, ale niektórzy przy takich opóźnieniach borykają się z dużymi problemami. Na każdej konferencji byłem realistą. Rozumiałem, że trzeba sprzedać Mączyńskiego i Brleka. Szanowałem sytuację klubu. A teraz słucham tych wszystkich kłamstw, które chcą zaszkodzić mi jako trenerowi. Pracowałem wieczorami. Jechałem do klubu i wracałem, gdy było ciemno. Pomogliśmy rozwinąć się piłkarzom z trzeciej ligi hiszpańskiej. Ile razy musiałem tłumaczyć zawodnikom: „panowie, nie martwcie się, pieniądze przyjdą”. Taka jest rzeczywistość Wisły.

Pojawiły się też plotki, że skonfliktował się pan z Manuelem Junco.

Manuel był pomostem i to oczywiste, że musiał bronić interesu klubu. Wskazywałem mu piłkarzy, którzy mi odpowiadali, a on ich oceniał. Potem potrzebne było zielone światło z góry, gdzie atmosfera się psuła. Niektórzy za plecami narzekali, że „ich” zawodnicy nie grają. Odnoszę wrażenie, że w skautingu znajdują się ludzie, którzy reprezentują piłkarzy, a ja nie ożeniłem się z żadnym z piłkarzy, by mieć jakieś zobowiązania. Jeśli ktoś się nie sprawdził, to nie gra. Tylko potem słyszysz pytania, dlaczego trener kogoś nie wystawia.

Sugeruje pan, że ktoś zgarniał prowizje za część transferów?

Nie mogę pozwolić sobie na takie deklaracje, ale wiadomo, że jeśli sprawdzi się piłkarz polecony przez jaką osobę, to dla niej dobrze. Gdybyś prześledził media społecznościowe, zauważyłbyś ludzi, którzy robili sobie zdjęcia z piłkarzami. Gdy Velez i Ivan doznali kontuzji, nie pomyślano o koszulce: „animo Ivan”, czy „animo Velez”, a kiedy jeszcze nie było wiadomo, czy uraz Balanyuka okaże się poważny, takie koszulki były już gotowe. Niby to szczegóły, ale dlaczego jeden ma dostać wsparcie, a drugi nie? Szkoda czasu… Przyszedłem do klubu ze świadomością, że nie będę dostawał pensji z miesiąca na miesiąc, ale ani ja, ani piłkarze nie domagali się egzekwowania pensji drogą prawną. Uprzedziłem zawodników od razu:

– Bądźcie spokojni, klub wszystko spłaci, ale nie wydawajcie wielkich pieniędzy ani nie proście o odejście.
– Nie martw się trenerze.

Wszyscy tak podchodzili! Dlatego powtarzam – taka jest rzeczywistość Wisły. Wiesz, ile kosztują kamizelki GPS?

Nie mam pojęcia.

50-60 tysięcy euro. Nawet o nie pytaliśmy. Dlatego tak bardzo mi przykro, gdy pani prezes składa takie deklaracje, ale powtarzam – nie zrzucam na nią winy. Ma bardzo, bardzo złych doradców.

A nie zabrakło panu zwyczajnej komunikacji ze względu na brak znajomości języków?

Goncalo Feio fenomenalnie mówi po angielsku, polsku, hiszpańsku i tłumaczył nie tylko moje słowa, ale też wrażenia, a uwierz, że to trudne. Poza tym nasze odprawy były interaktywne – wszystko podane wizualnie, na wideo. W pewnym momencie poprosiłem klub o kupno iPada, bo miałem na nim program ze specjalnymi grafikami pod kątem odpraw…

iPad kosztuje z 3000 zł.

Ale korzystaliśmy z prywatnego tableta Jordiego Jodara. Rozumiesz? Jedyne, czego brakuje temu klubowi, to pieniądze, a ja mówię z czystym sumieniem, że ja pomogłem je zyskać dzięki sprowadzeniu Carlitosa. Nie wiem, czy zarobią milion, dwa, czy pięć, ale… Tak mi teraz dziękują?

Wisła nie jest wyjątkiem – ostatnio leci trener za trenerem. „Przegląd Sportowy” wyliczył, że średnia dni, jakie spędzili aktualni szkoleniowcy w Ekstraklasie na swoim stanowisku, to 168 dni.

A ja byłem prawie rok.

Jak weteran.

No i jeśli byłem taki zły, to mogli mnie wyrzucić po miesiącu, a woleli przedłużyć kontrakt. Skoro go przedłużyli, to znaczy, że osiągnąłem cel. To, co pani prezes opowiada, kompletnie nie ma sensu.

To prawda, że w pana kontrakcie obowiązywał zapis, że miał pan zdobyć średnio 16 punktów na 10 kolejnych meczów?

Przedłużyłem kontrakt, gdy załapaliśmy się do ósemki, ale to fakt, że w każdych dziesięciu meczach miałem zdobyć określoną liczbę punktów. Wiadomo, że gdybym przegrał sześć kolejnych z rzędu, to mogliby mnie wyrzucić. Tutaj tak jednak nie było. Chciałem osiągnąć coś więcej niż nasz cel, czyli pierwsza ósemka. Zwolnił się jednak Joan Carrillo, którego Manuel znał i do którego klub był przekonany, więc uznali: „mamy Carrillo, to zmieniamy”. Gdyby Joan dalej pracował w Chorwacji, możliwe, że nie zostałbym zwolniony. Teraz to wykorzystali. Cały czas jednak mam przekonanie, że spełniałem się w tej pracy. Przyciągnęliśmy taką uwagę, że ludzie z innych klubow ciągle pytali mnie o innych piłkarzy z Segunda B. Teraz wszyscy chcą swojego Carlitosa.

Dlatego łatwiej będzie panu o posadę w Polsce?

Dlaczego nie? Wisła to wielki, historyczny klub, ma znakomitych kibiców, ale kluczem jest rozsądne zarządzanie. To nienormalne, że zwalnia się trenera, któremu pozostało 1,5 roku kontraktu, a drużyna czeka na pensje.

Może pan nie odpowiadać na to pytanie, ale odnoszę wrażenie, że ciężko będzie się dogadać w sprawie rozwiązania tej umowy.

Tym zajmą się prawnicy, ale na pewno nie chcę skrzywdzić Wisły. Traktowałem ten klub jak rodzinę. Ostatnio skupialiśmy się na organizowaniu okresu przygotowawczego w Castellón. Na bazie naszych kontaktów załatwialiśmy sparingpartnerów, a teraz… Szkoda. Moim zdaniem koniec końców awansowalibyśmy do pucharów i moglibyśmy walczyć o trójkę. Ta drużyna nie potrzebuje rewolucji. Trener Carrillo nie musi wszystkiego zmieniać. Prawdopodobnie jedynie straci Carlitosa, bo klub potrzebuje pieniędzy.

On sam chce też odejść.

To logiczne. Przyszedł praktycznie za darmo, a inni napastnicy z Ekstraklasy zarabiają cztery-pięć razy więcej. Carlitos pracuje dla własnej rodziny i zdaje sobie sprawę z warunków.

Sprawia pan wrażenie strasznie podirytowanego. Widać, że jeszcze ciśnienie nie zeszło.

Bo wierzyłem, że jesteśmy na dobrej drodze. Czuję dumę, że mogłem być częścią Wisły. Weterani Głowacki, Brożek czy Mączyński to wspaniali ludzie i dziś mam satysfakcję, że mi podziękowali. Już po zwolnieniu pojechałem do Galerii Krakowskiej i jeden z kibiców specjalnie poszedł kupić koszulkę, żebym mu ją podpisał. Wisła to wielki klub, na którego przyszłości mi zależało, ale po pierwsze – musi się sprofesjonalizować, po drugie – potrzebuje kompetentnych ludzi w strukturach klubu. Manuel sam wszystkiego nie zrobi.