SKŁAMAŁBYM MÓWIĄC, ŻE NIE MUSZĘ PRACOWAĆ

Czy żałuje odejścia z Legii? Dlaczego futbol jest jak galeria handlowa? Jak to było z piciem w dyskotece Platinium? Kto wypłacał premie za zwycięstwa AEK? Czyja kariera z Polski najbardziej go zaskoczyła? Dlaczego odrzucił ofertę od aktualnego agenta Neymara? Jakie trzy wielkie kluby sondowały jego transfer? Czym Beenhakker sprawił, że poszybowało ego? I wreszcie – ile lat można przeżyć przy spóźnionych pensjach? O tym wszystkim opowiada Roger Guerreiro, były piłkarz reprezentacji Polski.

Był u ciebie Quebonafide w Brazylii?

Nie.

To polski raper, który chyba chciał, żebyś wziął udział w jego klipie.

O super! Nie wiedziałem. Jeżeli nie ma kontaktu do mnie, to możesz mu podać.

Od twojego wyjazdu z Polski minęło jakieś siedem lat, ale nie da się ukryć, że ludzie doskonale cię pamiętają. Myślisz, że spokojnie sobie porozmawiamy?

Szczerze? Nie spodziewałem się, że po tylu latach będę aż tak rozpoznawalny. Mam żonę, dwójkę dzieci, więcej spraw na głowie i w ostatnich latach nie miałem okazji, żeby odwiedzić Polskę. Teraz się udało i… gdy wychodzę na ulicę, to aż czasami się śmieję, bo niektórzy chyba nie wierzą, że mnie widzą. Patrzysz na grupkę ludzi, jeden szturcha drugiego, pokazuje po cichu na mnie i chyba pyta, czy to ja. Albo kiedy poszliśmy do restauracji z Hugo, moim brazylijskim kolegą, którego poznałem w Grecji i który tu ze mną przyleciał. Jemy kolację i widzimy, że rozpoznał nas kelner. Podchodził z cztery razy, ale chyba się wstydził. W końcu podszedł ochroniarz, poprosił o zdjęcie i wreszcie tamten się odważył. Wzruszam się w takich sytuacjach. Nie chodzi o tu o sławę, tylko o szanowanie pracy, jaką wykonałem dla Legii i reprezentacji Polski.

Rozmawiałem o tobie z kilkoma osobami, które miały z tobą styczność w Legii. Większość twierdzi, że dopiero teraz, po kilku latach, kiedy zobaczysz, ile osób cię pamięta w Polsce, przekonasz się, że popełniłeś błąd odchodząc z Łazienkowskiej.

Po Mistrzostwach Europy w 2008 pojawiło się spore zainteresowanie. Wtedy jednak nie odszedłem. Mój kontrakt wygasał w grudniu 2009 roku. Mogłem odejść za darmo lub przyjąć ofertę z AEK pozwalając przy okazji zarobić Legii. Nie pamiętam, jaka to dokładnie była kwota. Ok. 250 tysięcy euro. Wiele osób pyta dziś, czy nie żałuję. Nie użyłbym słowa „żałować” – nie o to chodzi. Wtedy uważałem, że to słuszna decyzja. Gdybym wiedział, jak moja kariera potoczy się w Atenach, na pewno nie odszedłbym z Legii. Zostałbym w Polsce.

Wcześniej mówiło się o Ajaksie, PSG, o klubach z Bundesligi i wielu, wielu innych krajów. Wybrałeś Grecję, w której za moment miał się rozpocząć wielki kryzys.

Najwięcej słyszałem właśnie o PSG, Ajaksie i Borussii Dortmund. O te kluby pytano mnie najczęściej, ale nie dostałem żadnej oficjalnej propozycji. Rok później pojawiła się opcja z Grecji. AEK to wielki klub. Grał regularnie w europejskich pucharach. To było wyzwanie. Gdy trafiłem do Aten, kryzys dopiero się rozpoczynał. Dostałem bardzo korzystny kontrakt. W Polsce nie mogłem już liczyć na podwyżkę, więc przyjąłem tę propozycję. Od początku nie poszło jednak tak, jak planowałem. Część winy oczywiście leży po mojej stronie, ale znaczny wpływ miały sprawy pozaboiskowe. Ktoś powie, że takie rzeczy nie wpływają na formę piłkarza, ale to bzdura. Od pierwszego roku w AEK chciałem opuścić ten klub.

Dlaczego się nie udało?

Kiedy znalazłem się w trudnej sytuacji, zmuszali mnie do rozwiązania kontraktu nie oferując niczego w zamian. Gdy nie grasz, to trudno o oferty, więc nie mogłem odejść ot tak. Kiedy natomiast Manolo Jimenez zastąpił Dusana Bajevicia i wróciłem do składu, dostałem kilka ofert, ale od razu je odrzucili.

Wtedy przynajmniej płacili?

Nigdy nie dostawałem tam pieniędzy na czas.

A spłacili cię?

Nie. Zalegają mi dwa lata kontraktu.

Dwa lata?!

A spędziłem tam cztery. Sprawa jest w sądzie. Nie wiem, kiedy ani czy w ogóle dostanę te pieniądze. Klub ogłosił bankructwo i został zdegradowany do trzeciej ligi. Teraz wrócili do pierwszej, a ja staram się dostać to, do czego mam prawo.

zrzut-ekranu-2016-11-09-o-09-18-06

Roger Guerreiro z Gustavo Kuertenem, znanym brazylijskim tenisistą

Strasznie przykra ta historia. Wydawało się, że po Euro twoja kariera musi się rozkręcić, tymczasem rozpoczął się jej najgorszy okres.

Nie da się ukryć. Przykro mi się to wspomina, bo właśnie wtedy powinienem zaliczyć największy skok. W Legii sięgnąłem praktycznie po wszystkie tytuły. Liga, puchar, superpuchar. Niestety potem się nie powiodło. W futbolu nie wszystko jednak zależy od piłkarzy. Gdybym był uzależniony wyłącznie od siebie, to odszedłbym z AEK-u. Futbol jest jednak jak koło w diabelskim młynie. Liczę, że jeszcze przywróci mnie na górę.

Czytałem, że odrzuciłeś ofertę od Wagnera Ribeiro, dziś potężnego agenta, który reprezentuje między innymi Neymara.

Tak, ale to było wiele, wiele lat wcześniej. Byłem jeszcze juniorem Sao Caetano albo Corinthians.

Zapytałem, bo mam wrażenie – nie tylko zresztą ja – że twoja kariera została źle pokierowana i zastanawiam się, jaka w tym rola agenta.

Słyszę takie opinie, ale nie chcę wskazywać palcami, kto zawinił. Kiedy wygrywasz, wygrywają z tobą wszyscy dookoła. Gdy przegrywasz, to wszyscy przegrywają. Futbol.

To prawda, że pożyczałeś pieniądze młodym piłkarzom AEK-u?

Tak, ale nie zawsze. To historia z jednego meczu. AEK był już zawieszony. UEFA nie pozwalała nam grać w Lidze Europy i obowiązywały ograniczenia transferowe. Jeśli dobrze pamiętam, klub mógł ściągać jedynie Greków i to tylko do 24. roku życia. Byłem najbardziej doświadczonym zawodnikiem. Tylko bramkarz był ode mnie starszy, ale ja nosiłem opaskę. A młodzi nie dość, że zarabiali mało, to jeszcze nie dostawali pensji. Nie mieliśmy wcześniej okazji się poznać, ale jeżeli zapytasz kogokolwiek, kto mnie znał, to usłyszysz, że mam oczywiście pewne wady, ale zawsze byłem sprawiedliwy i miałem charakter. Czasem też kieruję się emocjami. Wyszliśmy w każdym razie na rozgrzewkę i poczułem, że muszę coś zrobić. Powiedziałem:

– Jeśli wygramy, to sam wypłacę premie. Wygrajmy to.

Chciałem ich jakoś zachęcić. Kryzys był już poważny, mnie też dotykał, ale powiedzmy, że jeszcze mogłem pomóc. Wygraliśmy 2:1. Drugi gol padł po 80. minucie, a ja przestrzeliłem karnego i zaliczyłem asystę przy pierwszym. Dzień później poszedłem do banku, potem do szatni i wypłaciłem premie. Ale to oczywiście była pojedyncza sytuacja.  Sam też ucierpiałem finansowo z powodu kryzysu.

Po Grecji zaliczyłeś kilka nisko notowanych klubów z Brazylii. Nie było możliwości zahaczyć się w jakimś poważniejszym?

Odchodziłem z Brazylii wiele lat wcześniej, i to jako lewy obrońca. W Polsce i Grecji grałem w środku pola, więc wracałem jako zupełnie inny piłkarz. W Brazylii wiele się zmieniło – dziś w futbolu wiele zależy od agentów. Jeden ma wejście do tego klubu, a drugi ma zakaz w innym klubie. Tak się wszystko poukładało, że zaliczyłem kilka mniejszych drużyn.

Widziałem ich stadiony – nie czułeś, że coś nie gra występując w takich miejscach?

Oczywiście, ale grałem też przed 50 tysiącami osób na Mineirao przeciwko Atletico Mineiro. Był tam Robinho i kilku innych piłkarzy znajdujących się blisko kadry. Istotna była też kwestia wieku. Zawsze jednak prowadziłem się profesjonalnie. Nigdy nie miałem problemu z alkoholem ani imprezami. Nawet dziś słyszę: „człowieku, wyglądasz tak samo!”. Straciłem trochę włosów, ale sam zobacz – sylwetka została.

To prawda, że kiedy wychodziłeś z dziewczyną z dyskoteki Platinium, to ktoś podkablował policji, że się napiłeś, a potem prowadziłeś samochód?

Pamiętam tę sytuację, ale akurat wtedy wyszedłem sam! Nie wiem, czy to była akcja paparazzi, ale wchodziłem praktycznie do mieszkania, gdy zostałem zatrzymany przez policję. Przetrzymali mnie przez kilka minut, porozmawialiśmy, ale nie przebadali mnie na obecność alkoholu. Trwało to jednak kilka minut i pomyślałem, że ktoś to wymyślił, by pstryknąć mi zdjęcie. I tak nie piłem. Cała Polska wtedy wiedziała, że stroniłem od alkoholu. Nawet dziś widziałem się w Hiltonie z Rybusem i przypominał sobie, że nigdy nie piłem. Wracając do poprzedniego tematu – ludzie do dziś mogą zobaczyć moje akcje na wideo. Potem zapytają:

– Ile ma lat?

– 32.

– A, to go nie chcemy.

Jestem w formie. Niezależnie od klubu, w którym grałem, zawsze starałem się robić różnicę.

Nie bałeś się, że podpisując kontrakt z Guaratinguetą czy innym Rio Branco, popadniesz w zapomnienie i ktokolwiek z Europy pomyśli, że skoro przeniosłeś się na prowincję, to nie wrócisz już na wcześniejszy poziom?

Oczywiście, że to ryzyko, ale co jest lepsze – siedzenie w domu czy gra? Gdybym nie zagrał jednej rundy w tamtej drużynie, to może nie trafiłbym do kolejnej? Mam rodzinę na utrzymaniu, a w Grecji przeżyłem bardzo poważny kryzys. Moje dzieci są uzależnione ode mnie. To rynek. Musisz znajdować się na wystawie. W domu nikt cię nie zauważy. Wiadomo, że lepiej grać w wielkim klubie, ale lepiej też znajdować się na słabej witrynie niż na żadnej. Futbol jest jak centrum handlowe. Muszą cię oglądać, żeby po ciebie sięgnęli.

Teraz jesteś wolnym zawodnikiem? Transfermarkt pokazuje, że grasz w Hercilio Luz.

Tydzień temu wygasł mi kontrakt. Grałem ostatnio w dwóch klubach – Villa Nova i Hercilio Luz. Chodziło o podtrzymanie aktywności fizycznej. Obyło się bez kontuzji, a moje mecze można zobaczyć na wideo, które już przygotowałem.

Zbieg okoliczności, że przyjechałeś do Polski?

Zawsze dostawałem na Twitterze i Instagramie wiele pytań, czy nie wróciłbym do Polski. Oczywiście, że tak. I zawsze mówiłem, że pierwszeństwo ma Legia, ale jestem profesjonalistą.

Trzy lata temu mówiło się też o Pogoni.

Skontaktował się ze mną Edi Anradina, ale nie wypaliło. Miałem wtedy kontrakt w Brazylii. Teraz przyjechałem m.in., żeby zobaczyć mecz z Realem, ale niestety nie wpuszczali kibiców. Poszedłem na następny.

Dziś wolałbyś Ekstraklasę czy drugą ligę brazylijską?

Wolę Polskę. Finanse są ważne, ale nie najważniejsze. Liczy się jakość życia. Mój dwuletni syn kocha piłkę i fajnie byłoby, gdyby mógł ze mną pomieszkać w Polsce i zobaczyć, że jestem tu ceniony i lubiany.

zrzut-ekranu-2016-11-09-o-09-17-44

Mam stabilną sytuację, ale skłamałbym mówiąc, że mogę przerwać granie i nic nie robić. Muszę pracować, żeby utrzymywać rodzinę. Od czasu gry w Grecji dostaję spóźnione pensje lub nie dostaję w ogóle.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy – grałeś tu w dość przykrych czasach. Konflikt z ITI, stary stadion, incydenty z Vetrą Wilno, selekcjoner zwolniony w telewizji…

Zmieniło się bardzo wiele. Wszystko ruszyło od Euro i budowy stadionów. Dzięki zmianom zewnętrznym wszystko zaczęło się też zmieniać od wewnątrz. Teraz na Legii było 24 tysiące osób i słyszałem, że to norma. Inne drużyny też grają na wielkich stadionach. Coraz rzadziej zdarza się, że kluby nie płacą. Kiedy pojawiłem się na stadionie Legii, to poczułem się jak w Anglii. Top level. Polska bardzo zmieniła się na plus. Sama infrastruktura Warszawy – mieszkałem na Ursynowie, ale i ta dzielnica podobno wygląda dziś inaczej. Zatrzymałem się w Platinium Tower, który w czasach mojej gry jeszcze nie istniał. Stadion Narodowy widziałem tylko na fundamentach. Jeżeli zapytasz, co mnie zaskakuje, to odpowiem, że wszystko. Każdego dnia widzę coś nowego.

Edi Andradina i Cleber wolą mieszkać w Polsce niż w Brazylii, bo – jak sami twierdzą – u was panuje bałagan, a tutaj jest spokojniej i porządniej. Brakuje ci Polski czy masz tak brazylijskie usposobienie, że nie wyobrażasz sobie powrotu na stałe?

Szczerze? Zaczynam myśleć tak jak oni. Kiedyś jako kawaler podchodziłem inaczej, ale dziś zmieniły mi się priorytety. Nie chodzi nawet o bezpieczeństwo – to kwestia względna. Widziałem, jak w Polsce ktoś został okradziony w samochodzie, a takie rzeczy kojarzą się raczej z Brazylią. Z drugiej strony po plaży w Rio też lepiej nie chodzić z Roleksem i wielkim złotym naszyjnikiem. Przestępczość jest wszędzie. Chodzi o jakość życia. Kluby w Brazylii też nie płaciły mi ostatnio na czas. Założyłem w sądzie trzy sprawy. Chodzi o bezpieczeństwo, ale finansowe. Tu wiesz, że jak podpisujesz kontrakt, to dostaniesz pensję i syn będzie miał na jedzenie.

Od tych wszystkich procesów chyba sam mógłbyś zostać prawnikiem.

Zdecydowanie. Podkreślam: najważniejsza jest jakość życia.

A gdzie teraz masz dom? W Sao Paulo?

We Florianopolis. Stamtąd pochodzi moja żona i tam przenieśliśmy się z Grecji. W Sao Paulo wciąż mieszka moja mama.

Masz jeszcze kontakt z Mariuszem Piekarskim?

Rozmawialiśmy jakiś czas temu, ale raczej nie.

A znasz jego historię? Po zawieszeniu butów na kołku miał kiepską sytuację finansową, ale sprowadzenie ciebie i Edsona pozwoliło mu stanąć na nogi, a potem rozwinąć konkretną karierę menedżerską.

W Brazylii było podobnie. Mój agent Marcelo Robalinho skontaktował się ze mną, gdy byłem juniorem Sao Caetano. Byłem jednym z jego pierwszych klientów, a kariera ruszyła dopiero potem. Ale szczerze nie wiedziałem, że tak to wyglądało w przypadku Mariusza. Aż mam ciarki, bo to naprawdę mocna historia. Jestem szczęśliwy, że mogłem mu pomóc, ale wtedy o tym nie myślałem. Po prostu trafiłem do Legii i grałem. Może gdyby poszło źle, to Mariusz nie osiągnąłby takiego sukcesu? Dzięki Bogu poszło nam – mnie i Edsonowi – naprawdę dobrze. Dziś widzę, że Mariusz reprezentuje Maćka Rybusa i cieszę się, bo wiem, jakie znaczenie mają agenci w dzisiejszym futbolu.

Sam nie myślisz o menedżerce?

Nie wiem, jakie Bóg ma na mnie plany. Na razie chcę grać.

Ale możesz się przygotować.

Lubię obcować z dziećmi i chciałbym uczyć gry w piłkę w akademiach, ale przede wszystkim wychowywać je tak, by stawały się dobrymi ludźmi. Żadnej możliwości nie przekreślam. Kiedyś nie wyobrażałem sobie, że zagram w Polsce czy w reprezentacji. Nagle coś się pojawia, dostajesz ofertę i wiele rzeczy się zmienia. Niewykluczone, że będę pośredniczył w jakimś transferze i rozpocznę karierę jak Mariusz.

Czyja historia z twoich polskich znajomych zaskoczyła cię najbardziej? Poznałeś Rybusa jako juniora, a dziś to piłkarz Lyonu. Rzeźniczak jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii Legii, a Aco Vuković asystentem trenera. 

Wszystkie te historie trzeba docenić. Niewielu osiąga w futbolu tyle co Rzeźniczak. Rybusa, Borysiuka i Jędrzejczyka nazywałem w Legii moimi synkami. Oni nie mówili po angielsku, ja słabo po polsku, ale często rozmawialiśmy. Niesamowita jest historia Lewandowskiego. Grał w zespole B, niektórzy widzieli go w pierwszej drużynie, a inni go nie chcieli. Mieliśmy Chinyamę i twierdzili, że skoro strzela gole, to nie potrzebują innego napastnika. Wystarczy Takesure. Lewandowski poszedł do Znicza i wiemy, co działo się później. Nigdy nie miałem z nim bliższych relacji, ale zaskakiwało mnie u niego jedno. Chłód w polu karnym. Jeden z trenerów w Brazylii powiedział mi kiedyś: „gdy wchodzisz w pole karne, twój puls powinien wynosić zero. Tylko walnąć. Bum!”. Lewandowski już wtedy to miał. Swoją drogą – w Brazylii ciągle do mnie dzwonią po wypowiedzi na jego temat. Udzielam wielu wywiadów, a prawie wszystkie o Lewandowskim.

A gdybyś miał wskazać osobę, która miała na ciebie największy wpływ w polskiej piłce?

To był cały proces. W Brazylii grałem na lewej obronie. Dariusz Wdowczyk wystawiał mnie na skrzydle, czym bardzo mi pomógł. Potem przyszedł Urban, który przesunął mnie na dziesiątkę. Tam przykułem uwagę Beenhakkera. Spodobałem mu się w środku ze względu na ostatnie podanie. Leo zawsze był bardzo bezpośredni. Mówił, o co mu chodzi. „Śledziłem cię i chcę, żebyś grał tak, tak i tak”. Przed pierwszym powołaniem zorganizował spotkanie z kadrowiczami, by przekonać się, jak zareagują. Przygotował całą scenerię. Podczas przygotowań w Niemczech świętowaliśmy nawet moje urodziny. Dostałem tort. Doświadczeni zawodnicy – Bąk, Krzynówek, Smolarek, Żewłakow, Saganowski i Boruc – odebrali mnie niezwykle pozytywnie. Czuję się jednak najbardziej zaszczycony, że zaprosił mnie człowiek, który doskonale zna się na piłce. Był trenerem Realu i dyrektorem Ajaksu. Ostatnio usłyszałem historię, że to on ściągnął Zlatana do Amsterdamu, czyli naprawdę ma oko do piłkarzy. Kiedy przekonujesz się, że ktoś taki dostrzega w tobie potencjał, twoje ego szybuje.

Czego brakowało tamtej kadrze z dzisiejszej perspektywy?

Wyniku.

Do wyniku coś prowadzi.

Dobrze wyglądaliśmy w okresie przygotowawczym, ale nie zawsze najlepszy wygrywa. Z Austrią kluczowy był rzut karny. Wielu dyskutowało, czy się należał. Z Niemcami też graliśmy dobrze, ale Podolski strzelił dwa gole. Zasługiwaliśmy na więcej. Gdybyśmy wygrali z Austrią, to do Chorwacji moglibyśmy podejść mocniejsi psychicznie – tak jak obecna reprezentacja. W trakcie ostatniego Euro udzieliłem kilku wywiadów i od początku mówiłem, że Polskę stać na to, by daleko zajść. Mieliśmy super drużynę i zawodnicy też występowali w dużych klubach. Żewłakow, Żurawski, Smolarek, Boruc… Potem nastąpił okres przejściowy, który dotknął też mnie. Do dziś jednak często wypowiadam się o Polsce.

zrzut-ekranu-2016-11-09-o-09-19-05

Widać po tobie, że ciężko będzie wracać do Brazylii, bo łezka się kręci w oku przy tylu wspomnieniach.

Z jednej strony łatwo, bo dzieci dzwonią cały dzień i chcą, żeby tatuś wrócił do domu. Z drugiej jednak wspaniale było tu wrócić i przypomnieć sobie te wszystkie sytuacje. Chciałbym teraz to połączyć i wrócić do Polski z rodziną. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej.

No właśnie – możesz nie odpowiadać na to pytanie, ale skoro tyle o tym mówisz, to zapytam – jak wygląda twoja sytuacja finansowa po karierze?

Nie wstydzę się odpowiedzi. Mam stabilną sytuację, ale skłamałbym mówiąc, że mogę przerwać granie i nic nie robić. Muszę pracować, żeby utrzymywać rodzinę. Od czasu gry w Grecji dostaję spóźnione pensje lub nie dostaję w ogóle. Ile to lat? 2011, 2012, 2013, 2014, 2015 i teraz mamy 2016. Do tego te cztery sprawy. Więcej pieniędzy ucieka niż wpływa. To naprawdę trudne. Mogło być dużo lepiej.

Ludzie pewnie myśleli, że żyjesz w jakimś gospodarstwie i hodujesz krowy jak Arboleda.

Ale tak nie jest. Liczy się przyszłość dzieci.

Fot. Instagram

3 Comments on “SKŁAMAŁBYM MÓWIĄC, ŻE NIE MUSZĘ PRACOWAĆ”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *