POLSKA. KRÓLESTWO POPULIZMU

vukovic

Burza po ostatnich słowach Aleksandara Vukovicia o tym, że trzeba zap…, bo kto nie zap…, ten nie jest Legionistą. I że ogólnie taka jest nasza piłka – kto nie zap…, ten niech zda sprzęt. Przeczytałem przed momentem wpis Mateusza Święcickiego, wcześniej tweety Krzyśka Stanowskiego, z którymi się zgadzam niemal w stu procentach, ale chciałbym dorzucić kilka słów ode mnie. Jako post scriptum.

Vuković nie odkrył Ameryki. Jeśli ktoś nie haruje, nie ma prawa funkcjonować w poważnej piłce. Diego Simeone o tym mówi non stop. Tylko ciut ładniej – „wysiłek nie podlega negocjacjom”. Legia orała ziemię za Czerczesowa i w dużej mierze dzięki temu sięgnęła po mistrzostwo. W bardzo efektownym stylu. Mnie w kontekście wypowiedzi Vukovicia bardziej razi to, że Serb przedstawia to mityczne zapieprzanie jako jeden z głównych powodów utraty mistrzostwa. Bzdura. Problemów w tym klubie jest mnóstwo. Na każdej płaszczyźnie. Od właściciela, który podejmuje multum nielogicznych decyzji. Przez trenera, który w kluczowym momencie sezonu chce pokazać, że jest mądrzejszy od wszystkich i gra bez napastnika. Po piłkarzy, którzy dziś wyróżniają się jedynie tym, że mają nazwiska i całkiem niezłe CV, a wspólnie prezentują ZERO jakiegokolwiek stylu. Jeżeli ktoś uważa, że głównym powodem braku mistrzostwa jest brak zap…, tzn. że stara się odwrócić uwagę od poważnych problemów.

Szkopuł w tym, że lud to kupi. Lud, którego nie interesuje taktyka, detale, dyskusja o stylu, tylko podniosłe hasła o byciu Legionistą. Uważam Vukovicia za zbyt inteligentnego gościa (świadczy o tym choćby zasób słów), by bawił się w taką demagogię. Bardzo go ceniłem jako piłkarza, cenię jako człowieka i uważam, że to jest zbyt tanie.

Nawiasem mówiąc – czy Filip Starzyński wczoraj zap…? Nie. Przegrywał większość pojedynków fizycznych, odbijał się od legionistów, a po boisku dreptał. Ale przestał wchodzić w zwarcia i dawał takie killer passy, że obrońcy Legii do teraz się pewnie nie odkręcili. Czy to jest walka? Nie. To jest piłka.

Wiecie, co mnie najbardziej uwiera? Kiedyś już chyba o tym pisałem. Gdyby w naszej piłce pojawił się wytrawny taktyk w stylu Juliana Nagelsmanna, to zostałby wywieziony na taczkach. Albo przez zawodników, albo przez kibiców. Gdyby kogokolwiek z Ekstraklasy przejął Rubi, który właśnie poprowadził Espanyol do pucharów, zostałby zjedzony za brak charyzmy. Bo nie potrafi wrzasnąć. Bo nie powie nic o walce. Bo będzie oczekiwał na boisku MYŚLENIA, a nie biegania. Bo na konferencji wspomni o grze w różnych systemach i roli ósemki lub dziesiątki, a nie rzuci kilka haseł o tym, że jeśli grasz w Białymstoku/Kielcach/Legnicy, to musisz umierać za klub. Bo byłby zbyt fachowy, jak na oczekiwania dużej części kibiców.

Łatwiej w Polsce na starcie miałby Aleksandar Vuković albo inny tego typu fighter niż Nagelsmann. Nawet gdyby kibic nie miał pojęcia o tym, jak Vuko pracuje. Wrzask lepiej się sprzedaje. Wybaczcie – ja wolę stonowanego, ale merytorycznego Ireneusza Mamrota. Choć nie wygląda na samca alfa ani wulkan charyzmy.

W Polsce mieliśmy ostatnio ciekawy przykład trenera o niewielkiej charyzmie, ale niezwykle inteligentnego i fantastycznie przygotowanego taktycznie. Kibu Vicunę. Jego pomysł w Płocku nie wypalił – to prawda. Nie będę go bronił na siłę, bo być może faktycznie z nim Wisła by spadła. Nie można tego wykluczyć. Natomiast drażniło mnie, gdy kibice w zasadzie od pierwszej porażki zaczęli faceta wyśmiewać za tę sławetną periodyzację taktyczną. Nie mając – w większości przypadków – pojęcia, na czym to w ogóle polega. Kibu przerżnął? „Hahahaha, periodyzacja nie działa”. Druga porażka z rzędu? „Oho, stracił szatnię”. Trzecia? „No i gdzie macie tę periodyzację?”. Przyszedł facet z wiedzą i za tę wiedzę był praktycznie od pierwszego dnia szykanowany. Bo w jednym wywiadzie wspomniał o swoich inspiracjach. Lepiej, gdyby opowiadał o jeżdżeniu na dupach i rzyganiu po treningach.

Poczytajcie sobie kiedyś wypowiedzi Marcelino, Simeone, Quique Setiena i Luciena Favre’a. Sprawdźcie, ile tam fachowości. Faktów, detali, niuansów. Konkretów, a nie opowiastek o zap… Najpierw wymagania powinni zmienić kibice. I oczekiwać fachowości, a nie tej ciągłej walki.

Vuko, po prostu stać Cię na więcej.