POLOWANIE NA KOLEJNYCH CARLITOSÓW

Jakiś czas temu Monchi, legendarny dyrektor Sevilli, a dziś Romy, stwierdził, że najlepszym kierunkiem dla klubów Primera Division powinna być Ligue 1. Tam da się wyłapać największe perełki za stosunkowo niewielką cenę, o czym przekonał się Grzegorz Krychowiak – wyjęty za 5,5 mln euro, odsprzedany za ok. 30. Ceny na rynku transferowym poszybowały do tego stopnia, że kluby muszą kombinować, jak się da, by nie przepłacić. Przekonujemy się o tym w Polsce, gdzie trudno jednoznacznie wskazać jeden ulubiony rynek, który sprawdzałby się w większości przypadków. Czechy, Słowacja, Bałkany – wiadomo, hurt. Lech mocniej uderzył w Skandynawię, a po Meliksonie nastała moda na Izraelczyków. Moda krótka i mało produktywna, bo poza Maorem sprawdził się chyba jedynie Dudu Biton, też zresztą z Wisły.

(…)

Parafrazując Pawła Janasa – takich „Carlitosów” w Hiszpanii mają dwustu. W samej Segunda B (odpowiednik naszej II ligi), gdzie na co dzień występuje 80 drużyn, dałoby się wyszukać mnóstwo zawodników najpierw wyszkolonych, a potem wydalonych przez wielkie kluby. Większość z nich znajduje się na rozdrożu. Zarabiają od kilkuset do maksymalnie kilku tysięcy euro miesięcznie, często łącząc kopanie piłki z pracą lub studiowaniem. Jeżdżą po wioskach, biegają po klepiskach i jedynie czekają na telefon od agenta.

Całość do przeczytania TUTAJ.