PATRZ, JAK TO WYGLĄDA. CZUŁEM SIĘ JAK W GRZE KOMPUTEROWEJ

IMG_0735

30 stycznia 2016, 15:30 – Hannover przegrywa 0:3 z Bayerem Leverkusen. Po pięciu kolejnych porażkach ekipa Thomasa Schaafa jest coraz bliżej spadku. 90 minut Marcelo.

30 stycznia 2016, wieczór – Brazylijczyk ląduje w Stambule. Ma ze sobą jedną małą walizkę. Do Hanoweru już nie wróci. Dzień później podpisuje kontrakt i pozuje na nowo budowanym stadionie Besiktasu. Najpierw wypożyczenie, potem transfer definitywny za ok. dwa miliony euro. Z tyłu głowy kotłują się myśli, że to może być ostatni/przedostatni poważny kontrakt, a raczej na pewno ostatni poważny europejski klub w CV. – Dostałem telefon i poleciałem. Nie miałem nawet czasu, by się nad tym wszystkim zastanowić.

4 czerwca 2017 – Marcelo świętuje drugie mistrzostwo Turcji. Ma za sobą występy w Lidze Europy i Champions League. Na stole działaczy Besiktasu leży oferta z Olympique Lyon. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, stanie się jednym z najdrożej sprzedanych piłkarzy w historii tureckiego giganta. Będąc – co trzeba zaznaczyć – 30-letnim obrońcą.

IMG_0707

Azjatycka część Stambułu. Centrum handlowe o wdzięcznej nazwie Buyaka. Żeby Marcelo pozostał niezauważony – musiałby opatulić się w kaptur i założyć przeciwsłoneczne okulary. Żeby natomiast w ogóle móc porozmawiać, trzeba znaleźć w miarę cichą knajpę i usiąść w głębi. W przeciwnym razie czujesz na sobie wzrok prawie wszystkich gości. Gdy prosi o rachunek – słychać, jak ludzie podnoszą się z krzeseł. Gdy szykuje się do wyjścia – obok ustawia się kolejka po zdjęcie. „I’m Fenerbahce but I respect you”. „You are a legend”. Czasem zdarza się, że ktoś ze względu na fizyczne podobieństwo pomyli go z kolegą z drużyny, Atibą Hutchinsonem, ale generalnie imię Marcelo otwiera w Stambule wszystkie drzwi. U fanów Besiktasu, bo ci go kochają. U Fenerbahce czy Galatasaray – bo szanują, że nie podpadł żadną głupią prowokacją, jakich w tej lidze mnóstwo. Chociażby pomiędzy Dusko Tosiciem (Besiktas) a Robinem van Persie (Fenerbahce), którzy do tego stopnia lali się na boisku, że w końcu na Twitterze żona Tosicia nazwała Holendra głupim skurwysynem i życzyła mu złamania nogi.

– Kiedy zaczął się ten szał? – pytam, gdy wracamy z Buyaki do spokojnej dzielnicy Çekmeköy.
– Od pierwszego dnia. Od kiedy tylko pojawiłem się na lotnisku.

Od tego momentu Marcelo gra praktycznie wszystko od dechy do dechy. W tym sezonie – 45 meczów. 32 w lidze, sześć w Champions League, cztery w Lidze Europy, dwa w pucharze i jeden w superpucharze. Według WhoScored – jedenastka sezonu ligi tureckiej. Przełomowy występ? Zwycięstwo 3:1 nad Osmanlisporem w przedostatniej kolejce poprzedniego sezonu. Dwa gole Marcelo dały mistrzostwo. Od tamtej pory panuje tu totalna mania na jego punkcie. Większą rozpoznawalnością cieszy się chyba tylko Ricardo Quaresma. A niewiele mniejszą… sama rodzina Marcelo.

***

IMG_0681

Muzeum Besiktasu na Vodafone Arena. Wchodzimy z Tatiane, żoną Brazylijczyka. – Dzień dobry, wy nie płacicie – słyszymy na wstępie. Sklep klubowy kilkadziesiąt metrów dalej. Do Tatiane podchodzą kolejni kibice z prośbą o zdjęcie. Łącznie kilkanaście osób. – Dobrze, że nie ma z nami dzieci – mówi Tati, która na wszystkich meczach Besiktasu pojawia się z 7-letnim Diogo i 4-letnim Danielem. Podczas jednego z nich wrzuciła na swojego Instagrama wideo, na którym widać Diogo śpiewającego piosenki Besiktasu oraz hymn Turcji z dłońmi składającymi się w dziób orła, czyli gestem charakterystycznym dla kibiców tej drużyny. Na to ujęcie polują realizatorzy transmisji podczas każdego meczu. Chłopak nie do końca świadomy tego, co się dzieje, stał się tu maskotką. Nie cieszy się taką popularnością jak ojciec, ale dostaje już oferty, by reklamować eleganckie ciuchy, tymczasem tureccy fanatycy zakładają fanpejdże Diogo i Daniela.

A to i tak nic w porównaniu z Noahem, synkiem Atiby Hutchinsona, który na Instagramie ma… 172 tysiące obserwujących i fani robią flagi z jego podobizną. Podczas meczu ostatniej kolejki z Osmanlisporem jest tak oblegany przez kibicki Besiktasu, że gdyby obok usiadł Recep Erdogan, to prawdopodobnie by go nie zauważyły. Dziadek Noaha sam nie wie, czy ma być zachwycony, czy skonsternowany. Żona Atiby jest już przyzwyczajona. Dzieci piłkarzy są tu częściej nagabywane niż sami piłkarze np. w takiej Bundeslidze.

noah 1

noah 2

Szaleństwo. Absolutne szaleństwo. Nie ma słowa, które lepiej definiuje status, jakim w Stambule cieszą się ludzie związani z Besiktasem. – Wiesz, co jest tutaj najlepsze? – pyta Rhodolfo, inny brazylijski obrońca. – Że oni nas naprawdę szanują. W Brazylii – Rhodolfo wie, co mówi, bo spędził 10 lat w tamtejszej ekstraklasie – zdobędziesz mistrzostwo stanowe, będą cię podrzucać, a potem przegrasz jakiś mało istotny mecz w pucharze i zaczną z ciebie szydzić. – Jak to szydzić? – nie dowierzam. – Normalnie, wyjdziesz ze stadionu i usłyszysz w twarz wyzwiska – opowiada 30-latek na imprezie urodzinowej synów Marcelo, a stojący obok Chico z Antalyasporu tylko kiwa głową. Całą fiestę, przygotowaną z taką pompą, jakby odbywała się tu komunia, zorganizowała Manu, żona Adriano. Ma w tym doświadczenie. W Barcelonie założyła firmę organizującą podobne eventy. Dzisiaj rodziny Marcelo, Rhodolfo, Adriano i hiszpańskiego bramkarza Fabricio widzą się prawie codziennie.

IMG_0797

IMG_0738

***

– Pamiętasz Michała Pazdana z Górnika Zabrze? Pokażę ci zdjęcie.
– Tak, pamiętam.

– Besiktas złożył za niego ofertę, ale Legia odrzuciła ofertę, poza tym żona nie chciała wyjeżdżać do Turcji.
– Jak wrócisz, powiedz mu, jak tu jest. Mam tu wszystko. Wielki klub, walka o tytuły, puchary, serdeczni ludzie, świetny ośrodek, do którego dojeżdżam w kilka kilka minut. Jedyny minus? Gigantyczne korki, ale od kiedy otworzyli podziemny tunel pod Bosforem, mamy dużo łatwiej. Dla mnie Turcja jest jak mała Brazylia.

Drugi minus, do którego nikt tu nie chce specjalnie wracać – zamach nieopodal stadionu Besiktasu. 11 grudnia w wyniku dwóch eksplozji zginęło 29 osób. – To było na tamtej rampie. Marcelo przejeżdżał sześć minut wcześniej – pokazuje Tati. I od razu pyta: – A gdzieś człowiek może się czuć bezpieczny? We Francji? W Niemczech? W Belgii? Ludzie żyją tym, co zobaczą w telewizji, ale rzeczywistość wygląda inaczej. Dla piłkarza Stambuł to raj. Jeden z najbardziej znanych brazylijskich dziennikarzy podróżniczych zwiedził ponad 80 krajów, ale zapytany, które miasto najbardziej mu się podoba, wskazał właśnie Stambuł. Był tu sześć razy – zachwyca się Tatiane przy Pałacu Dolmabahce, kilkaset metrów od Vodafone Arena.

***

Fiesta mistrzowska Besiktasu rozpoczyna się już w sobotę przed południem. Federacja turecka ze względu na Ramadan przesunęła mecze o jeden dzień wstecz. Piłkarze najpierw spotykają się w ośrodku klubu, a następnie jadą nad Bosfor, gdzie zameldują się na statku. Dalsza część programu – rejs w otoczeniu kilkudziesięciu innych statków, łódek czy pontonów pełnych kibiców w czarno-białych barwach. – Patrz, jak to wygląda. Czułem się jak w grze komputerowej – pokazuje swojego Instagrama jeden z piłkarzy Besiktasu na urodzinach dzieci Marcelo. Zwykły 16-gigabajtowy telefon mógłby nie pomieścić wszystkiego, co było do nagrania podczas fety. Dlatego już holenderski Łukasz Wiśniowski, czyli Ryan Babel zainwestował w poważniejszy sprzęt i stworzył z tego filmik na swoim kanale (z moim gościnnym udziałem w 9:30 😉 )

marcelo 2

marcelo 3

babel
Wodzirej? Quaresma. A pod nim kilkadziesiąt tysięcy fanów i mnóstwo rac, petard czy wszelkich innych fajerwerków, jakie tylko można sobie wyobrazić. Kilkanaście najbliższych ulic dookoła stadionu zamkniętych. Nikt już się nie przeciśnie. Do meczu zostały jakieś dwie-trzy godziny, z nieba leje się żar, przez nozdrza wlatuje dym, a piłkarze zdzierają gardła intonując kolejne przyśpiewki. Za chwilę natomiast przemeblowanym składem spuszczą manto Osmanlisporowi. Najpierw szpaler stworzony przez Łukasza Szukałę z kumplami, a następnie 0:4 przy prawdziwym popisie reprezentanta Turcji, Cenka Tosuna. Demba Ba, Marcelo czy Ricardo Quaresma oglądają to wszystko z trybun. Ten ostatni może się skupić na meczu w zasadzie tylko dzięki ochroniarzom. Mimo że to miejsce dla VIP-ów, kilkunastoosobowa kolejka zatyka cały korytarz między sektorami. Jednej nastolatce udaje się przedrzeć na odległość jednego metra od Portugalczyka. Ochroniarz interweniuje, ale Quaresma widząc, że dziewczyna dostała ataku płaczu na sam jego widok, przytula ją i robi sobie z nią selfie. Turczynka do końca meczu nie będzie mogła dojść do siebie.

marcelo 1

***

Quaresma to tu ktoś więcej niż piłkarz. Jedziemy windą na taras, gdzie za moment odbędzie się feta. Jest nas piątka – dzieci Marcelo, żona, ja i pewien Portugalczyk.

– Cześć, jestem Tomek.
– Cześć, a ja rodzina Quaresmy.

Cóż. Takie hasło pewnie otwiera nie jeden lokal.

– A ja kumplem Marcelo.
– Marcelo? Marcelo – crack.

***

Dla Brazylijczyka sezon zakończył się kolejkę wcześniej. Po zdobyciu mistrzostwa na Gaziantepsporze zdecydował się na drobny zabieg kostki. Po powrocie do ojczyzny nie będzie miał jednak wakacji. Kalendarz spotkań w kilku różnych stanach ma wypchany jak u wytrawnego biznesmena. Kilka miesięcy wcześniej razem z innym byłym piłkarzem Wisły, Cleberem, a także kolegą prawnikiem założyli w mieście Sao Joao da Boa Vista klub o nazwie FC Hinnes. Od tamtej pory Marcelo zabrał się za kursy z zarządzania, a podczas przerwy reprezentacyjnej poleciał za ocean na spotkania w sprawie przyszłości klubu. FC Hinnes ma wystartować od przyszłego sezonu na niższym szczeblu rozgrywek stanowych. Wcześniej trzeba m.in. porozmawiać kilkaset kilometrów dalej na temat wykorzystania papugi Arara-Azul, czyli ary hiacyntowej – tak to brzmi po polsku – jako maskotki klubu.

– I naprawdę sam musisz się zajmować takimi detalami?
– Tak, jeśli mam czas, to chcę załatwić jak najwięcej.

– Po co ci cały ten klub?
– Żeby mieć jakiś plan po karierze.

– Ale na piłce przecież nie zarobisz.
– Czemu nie? Człowieku, to Brazylia. Tam piłkarza masz na każdym rogu. Trzeba ich tylko odpowiednio wyselekcjonować i wyszkolić, by byli gotowi na Europę. Nie popaliłem za sobą mostów. Dries Mertens był u mnie na wakacjach w Brazylii, Mariusz Pawełek podesłał wideo, gdzie gratuluje mistrzostwa.Zostawiłem wielu przyjaciół w Wiśle, PSV i Hannoverze.  W przyszłości chciałbym nawiązać jakąś współpracę.

– Najpierw będziesz musiał grubiej poinwestować.
– Jakieś cztery lata temu przygotowałem sobie plan na przyszłość. Nie potraciłem na Ferrari czy Lamborghini ani nie płacę 20 tysięcy dolarów miesięcznie za wynajem domu. Nie potrzebuję takiego luksusu. Spokojnie, dam sobie radę.

marcelo 4

hinnes1

***

– Jakim cudem ty w ogóle trafiłeś do Krakowa?
– Jak to jakim cudem?

– Bo z całą sympatią do Wisły – piłkarz grający regularnie w Santosie raczej idzie do Ligue 1, Bundesligi czy Portugalii, a nie do polskiej Ekstraklasy. To był bardzo zaskakujący transfer.
– Nie miałem wtedy innych ofert. Uznałem, że lepiej od razu pójść do Europy, nawet do słabszej ligi i przebijać się krok po kroku.

– Zaaklimatyzowałeś się błyskawicznie.
– E tam, nie wierzę w takie rzeczy. Albo jesteś dobry, albo nie. Masz wejść i grać, a nie opowiadać o problemach z adaptacją. Tak samo było w PSV, Hannoverze i Besiktasie. Wszędzie grałem od początku do końca. Z Wisły najwięcej zawdzięczam trenerowi Skorży. Dzięki niemu było też mi łatwiej. To jeden z najlepszych szkoleniowców, z jakimi miałem do czynienia.

– A paru znanych trenerów zaliczyłeś.
– Miło wspominam Cocu, Tayfuna Korkuta, teraz dobrze pracuje się z Senolem Gunesem, ale Skorża nie może mieć żadnych kompleksów. Absolutna czołówka. Warsztat, taktyka, podejście. Świetnie mi się z nim współpracowało. Swoją drogą, podaj mi do niego numer. Odezwę się do niego.

***

Wrzesień 2015, kibice Wisły organizują zbiórkę pieniędzy na klub i mecz „Gwiazdy dla Białej Gwiazdy”.

– Słuchaj, może nagrałbyś jakieś wideo zachęcające kibiców do przyjścia? Na pewno spodoba się fanom w Krakowie.
– Zaraz nagram, a kiedy ten mecz?

– 10 października.
– OK, to przyjadę.

– Jak to przyjedziesz?
– Dogadam się z klubem.

Czerwiec 2017.

– Macie przerwę reprezentacyjną, twoi koledzy z Hannoveru rozjeżdżają się po Ibizach czy Dubajach, a ty przylatujesz na charytatywny mecz do Krakowa. Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś.
– Trener się dziwił. Zapytał tylko, czy to faktycznie takie ważne i czy muszę tam grać, skoro mamy przerwę. Powiedziałem, że koniecznie chcę jechać. W Krakowie też byli zaskoczeni, ale jak miałbym nie przyjechać? Chciałem w jakiś sposób podziękować. Gdyby nie Wisła, nie byłoby ani PSV, ani teraz Besiktasu.

Napisane przez Tomasz Ćwiąkała