KRZYSZTOF PIĄTEK – DLACZEGO NIE BARCELONA?

krzysztof piątek

Na punkcie Piątka zwariowała już nie tylko Italia i portale statystyczne poszukujące kolejnych rekordów, ale też Katalonia. Tamtejsze media dzień w dzień piłują temat jego transferu do Barcelony. To już nie jest jedno z kilkuset nazwisk wymienianych co okienko. To jednoosobowy generator klików. W dniu meczu Barcy z Valencią trzy pierwsze teksty dedykowane „Blaugranie” na stronie „Mundo Deportivo” dotyczyły Piątka. Gdyby rodzice Krzyśka zbierali artykuły poświęcone mu, po dwóch miesiącach sezonu wypełniliby trzy segregatory. Hiszpanie rozkręcają taką sagę, jakby chodziło o kolejny powrót kogoś w stylu Fabregasa lub bombę a’la Neymar. Gdy do Barcelony trafiali Semedo, Lenglet czy Umtiti, nie zapewniano im nawet połowy uwagi, którą teraz otrzymuje Piątek.

(…)

Po drugie Piątek na tym etapie sezonu zaczyna wyrastać na relatywnie jedną z najtańszych gwarancji bramek w pięciu ligach europejskich. Jak długo za taką będzie uchodził, nikt nie przewidzi. Nawet najwięksi goleadorzy potrafią nagle się zaciąć. Dziś jednak wielkie kluby – przy restrykcjach Finansowego Fair Play – chcą wepchnąć się przed szereg i uprzedzić konkurentów, zanim potencjalna maszynka do strzelania goli wskoczy na poziom nieosiągalny cenowo. Teoretycznie moglibyśmy dojść do wniosku, że idealnym następcą dla Suareza mógłby być zdrowy Gabriel Jesus. Jakiej jednak kwoty zażyczyłby sobie Manchester City? 150 milionów? 200? Raczej władze Barcelony usłyszałyby krótkie „intransferible”, czyli „nie do transferu”. Piłkarzy dających gwarancję bramek rynek oferuje tak niewielu, że nawet Real Madryt musiał w ofercie last minute chwycić się wypchniętego rok wcześniej Mariano Diaza.

Całość do przeczytania TUTAJ.