KLASYK W LIDZE NOWEJ ERY

Tiki-taka, gdy podajesz dla samego podawania, bez agresywności, to środek zastępczy. To gówno – stwierdził kiedyś Pep Guardiola. To zdanie wybrzmiewało mi w uszach, gdy oglądałem reprezentację Hiszpanii i Niemiec podczas ostatniego mundialu. Turniej w Rosji pokazał, że samo utrzymywanie się przy piłce, jednostajne klepanie dla klepania, bez wychodzenia na pozycje, kompletnie straciło rację bytu, bo rywal wcale się nie dekoncentruje. Wręcz przeciwnie – sam chętnie pozbywa się futbolówki, by błyskawicznie skontrować. Wzorowanie się na Guardioli nie musi gwarantować sukcesów. Dziś widać to po Realu Madryt.

(…)

Odejście Ronaldo? Wpływ mundialu? Triumf świeżych idei mało znanych jeszcze szkoleniowców? Teorii pojawia się mnóstwo. Fakt jest taki, że w LaLiga 2018/19 nie ma się kogo bać. Czy przyjeżdżasz na Camp Nou, czy Bernabeu, nie musisz naginać swojego planu. Możesz grać swoje i umierać za idee trenera zamiast zmieniać nastawienie na jeden konkretny mecz. Zwłaszcza jeśli nie upierasz się przy tiki-tace. Jeśli doprowadziłeś do perfekcji kontry jak Levante, Alaves, Valladolid czy Sevilla, możesz wyjść z otwartą przyłbicą. Szczególnie, że defensywy Realu i Barcelony przeciekają przy nawet pozornie mało groźnych akcjach. Niemal każdy obrońca obu tych ekip ma już na sumieniu choćby jeden mecz. Plan na obronę posypał się w obu obozach do tego stopnia, że Ernesto Valverde i Julen Lopetegui wzajemnie ratują się kryzysami.

Całość do przeczytania TUTAJ.