KIKO RAMIREZ, CZYLI LOJALNOŚĆ PONAD WSZYSTKO

kiko-ramirez

Jakoś przed tygodniem kolega kręcący się przy Wiśle napisał, że „biorą Hiszpana”. Jakiego? „Podobno jakiegoś totalnego amatora”. Ale to pewne? „Jeśli się Junco nie rozmyśli, to pewne”. Przez tydzień nie udało się dogrzebać, kim miał okazać się ten trener. Nie wiedzieli tego nawet piłkarze. Ktoś z klubu tylko wspomniał, że „i tak nic ci to nie powie”. Teraz już można się domyślić dlaczego. 

– Ale na pewno będzie Hiszpan? Żeby nie wyskoczyli z jakimś Rumakiem – pytał mnie wczoraj na Twitterze jeden z kibiców Wisły. Dziś, gdy już wiemy po informacji „PS”, kto zasiądzie na ławce, pewnie większość fanów zamieniłaby się nawet na „jakiegoś Rumaka”. Kiko Ramirez. Lat 46. Bez piłkarskiego CV. Bez sukcesu jako trener (za taki ewentualnie można uznać zdjęcie z Jurgenem Kloppem). Zresztą o jakim sukcesie może być mowa, skoro facet nie wychylił się ponad trzecią ligę? To pozwoliło mu jednak być lepszym kandydatem niż Leszek Ojrzyński, Orest Lenczyk, Maciej Skorża lub – strzelam – Ireneusz Mamrot czy ktokolwiek inny z polskich niższych lig. Bo mówi po hiszpańsku i jest kolegą wiceprezesa ds. sportowych Wisły. Lojalność ponad wszystko. Nawet ponad to, że tutaj – w tej specyficznej lidze – ciężko miałby trener z wielkim nazwiskiem wyjęty żywcem z Betisu, Sociedad czy Malagi, bo zanim ogarnąłby realia i poznał język w stopniu komunikatywnym, już dawno mógłby zostać wywieziony na taczkach. A skoro tutaj nie mówimy o nikim uznanym, to pytanie, po co w ogóle podejmować takie ryzyko? Jaki sens?

Sygnał jest oczywisty – jeśli Kiko okaże się niewypałem, Junco powinien zapłacić za to głową. Gdy Michał Żewłakow zatrudniał średnio rozgarniętego emocjonalnie kumpla, przyznał niefortunnie, że bierze za to pełną odpowiedzialność. Nie poniósł jej, ale wybronił się transferami, bo COŚ jednak po Hasim pozostało. Poza tym mimo wszystko miał jakieś argumenty, bo Legia – chcąc zostać czymś w stylu Anderlechtu tej części Europy – wzięła po prostu faceta z Anderlechtu. A Wisła? Wisła rzuciła kulkę na ruletkę z 360 polami – tyle bowiem drużyn występuje na poziomie Tercera División, gdzie ostatnio pracował Ramirez. Ktoś uznał, że Kiko daje większe gwarancje niż Sobolewski. Ktoś, czyli Junco, bo przecież nie żaden Kuźba, Żurawski, Jop czy pani prezes. Swoją drogą – podobnie ostatnio przebiegały testy jednego z młodych Polaków. Chłopak wypadł bardzo solidnie, polska część sztabu była na tak, ale ktoś uznał, że najpierw przewertuje zagranicę, a potem podejmie decyzję.

Wisła uznała więc, że to nie czas na hodowanie własnego „Magiery”, który zna klub od podszewki, potrafi dogadać się z ludźmi od pompowania piłek, zrozumie wyzwiska ze strony Małeckiego, wie, jak dojechać w okolice Błoń, gdy są korki, nie zadławi się smogiem 11. najbardziej zanieczyszczonego miasta Europy i przede wszystkim – cholera jasna – jest żywą legendą tego klubu. Lepiej było postawić na kogoś, kto do tej pory pracował na patio pod blokiem, bo wyżej go nie chcieli. Choć brzmi to dziś aburdalnie, Ramirez wcale jednak nie jest skazany na niepowodzenie. W Gliwicach postąpiono kiedyś podobnie – wzięli faceta, który mówił po hiszpańsku – a jak ktoś umie powiedzieć buenos dias i zamówić tapas, to wiadomo, że zna się na piłce – ale nie sprawdzono, że w wolnej chwili jest uzależniony od painta, kupowania followersów na Twitterze i błagania po nocach amerykańskich korporacji, by te zaczęły go śledzić. Gdy wychodził na odprawę, piłkarze dławili się ze śmiechu. Czuli się, jakby ktoś ich wrzucił do jakiegoś reality-show, ale sami sobie ustalili, jak mają grać i zaczęli robić wyniki.

Tak więc kibice Wisły – nie traćcie nadziei. Do aż takiej amatorki tu nie doszło.

***

Jaume Aparicio López (dziennikarz z Tarragony):

To dobry trener, o jasno sprecyzowanych poglądach na futbol. Przed rokiem przejął Castellón na poziomie Tercera División. Objął drużynę w trudnej sytuacji sportowej i awansował z nią do finału play-off o awans do Segunda B. Problemy z działaczami sprawiły, że musiał odejść. Moim zdaniem ma spore doświadczenie trenerskie. To pracuś. Stara się kontrolować wszystko, co się da. Przede wszystkim przygotowanie fizyczne piłkarzy. Lubi silnych, dobrze zbudowanych zawodników. Mimo że uchodzi za „trenera od niższych lig”, tak naprawdę sprawdził się w każdym klubie, w którym pracował. Wyjątkiem był Nastic, który znalazł się w trudnej sytuacji po spadku z Segunda do Segunda B. Ale już pracując w Hospitalet – był bliski awansu do Segunda. Wyeliminował Cadiz w play-offach.

Dlaczego nie dostał szansy wyżej? W Hiszpanii kiedy przypną ci konkretną łatkę, trudno się jej pozbyć. Np. Pepe Bordalas awansował z Alaves do Primera División, ale klub nie zdecydował się przedłużyć z nim umowy i dziś prowadzi Getafe w Segunda. Żeby na stałe przebić się wyżej, musisz stale osiągać sukcesy. Mamy na rynku bardzo wielu trenerów i kluby nie chcą ryzykować. Rynek staje się zamknięty.

Napisane przez Tomasz Ćwiąkała