MUSIAŁBYM BYĆ DEBILEM, GDYBYM NIE WIEDZIAŁ, JAKIE POJAWIĄ SIĘ REAKCJE

kamil grabara

To takie blizny. Małe dzieci cechuje duża wrażliwość i są w stanie zapamiętać tego typu historie przez całe życie. Za każdym razem gdy idzie gorzej, blizna może się odezwać. A co do szkoły – to inna sytuacja. Od początku mówiłem nauczycielkom, że nie każdy będzie orłem w nauce. Nigdy nie miałem z nią problemów, ale zawsze powtarzałem, że liczy się sport, a za 20 lat okaże się czy to błąd. Wszystko ma swoje odzwierciedlenie w późniejszej karierze. Nie twierdzę, że ból w stopie sprawi, że serce stanie ci za dwa lata, ale takie fundamenty ugruntowują pewne kwestie w twojej psychice. Ani nie byłem wytworem akademii, ani nie pracowałem z psychologami w wieku 12 lat. Dla mnie to kompletny nonsens – opowiada w długim wywiadzie Kamil Grabara, bramkarz Liverpoolu i reprezentacji Polski.

Gdy umawialiśmy się na wywiad powiedziałeś, że przyda ci się trochę dobrego PR-u.

Mimo wszystko trochę się poprawił, nie?

Pewnie od kiedy zacząłeś grać w młodzieżówce. Pytanie, czy tobie dobry PR w ogóle odpowiada.

To szeroko rozumiane pojęcie. Ile ludzi, tyle opinii. Są osoby bardziej i mniej inteligentne.

To, jakim cieszysz się wizerunkiem, jest efektem jakiejś strategii?

Nie, to żadna megalomania. Taki już jestem. Nie jestem chłopakiem, który nagle postanowił sprzedawać się na Twitterze, żeby być ciekawym. Gdybym nie umiał grać w piłkę, można byłoby stwierdzić, że faktycznie gość znalazł patent i leci na tym. Ale jeśli ktoś mnie kwestionuje, to muszę odpowiedzieć, że lepiej lub gorzej się bronię.

Miałeś kiedykolwiek rozmowy dyscyplinujące w sprawie Twittera?

Raz usłyszałem w klubie, że muszę zdjąć tweeta. Trener bramkarzy przetłumaczył sobie i trochę się pośmiał, ale wiadomo, jak wygląda bezpośrednie tłumaczenie w przeglądarce. „Guardian” wepchnął mnie do sześćdziesiątki największych talentów, dwa-trzy dni później siedziałem na ławce w reprezentacji U-19 u trenera Janasa – co notabene wyszło mi na dobre – i napisałem… „One day 60 Guardian, the other – bench”. Poza tym nie było żadnej ingerencji.

A w Liverpoolu mają świadomość, o czym w ogóle piszesz?

Chodzi ci o zdjęcie ze środkowym palcem?

Ogólnie, nie tylko.

Kontrolują, co wszyscy piszą, ale może dostałem jakieś papiery, że mogę to robić. Tak długo, jak bronię się na boisku, nie mam z tym problemu. Albo nie wyciągają tego na światło dzienne jako powodu obniżki formy bądź słabszego okresu.

Musiałeś mieć jednak świadomość, że po wrzucaniu tweetów głównie na temat Seweryna Kiełpina będziesz w dużej mierze kojarzony z Twitterem.

Miałem tę świadomość.

„Kwiat polskiego bramkarstwa”.

Potwierdziło się i nadal się potwierdza. Nie zastanawiałem się nad tym, co ten tweet może wywołać. Mimo wszystko nie widzę w nim nic złego. Jeśli polscy bramkarze czują się najlepsi w Europie, niech mówią o tym otwarcie, ale każdy też może krytykować. Na Twitterze mam swój głos, nie zamykam konta i mogę puszczać w eter, co uważam za stosowne. Nie każdy musi się zgadzać, ale w tamtym tweecie nie było nic zdrożnego. Przede wszystkim nie zaatakowałem Kiełpina.

Przypadkiem akurat wtedy leciało spotkanie Wisły Płock…

Leciał też inny mecz.

Wiadomo jednak, do kogo się odnosiłeś.

Winny wie, że zawalił. Jeśli ktoś będzie potrzebował horoskopu lub wróżbiarstwa, to niech się zgłosi, bo później Kiełpin miał feralną passę. Gdyby ktoś chciał się dowiedzieć, kiedy będzie miał dzieci, piszcie śmiało.

Potem kiedy zaczął bronić Thomas Daehne, napisałeś „Bring Seweryn Back”.

To już była kompletna szydera.

Zaczynamy od Twittera, potem pogadamy o poważniejszych sprawach, ale…

No tak. Musi być jakiś clickbait.

W twoim kontekście często pojawiało się nazwisko Wojtka Pawłowskiego, który Twittera co prawda nie miał, ale po kilku meczach w Ekstraklasie jechał grubo w wywiadach. Potem rzeczywistość go zweryfikowała.

Widziałem te wywiady. Myślę, że dziś udzieliłbym po angielsku lepszego.

Nawet masz już delikatny akcent Scouse.

Siłą rzeczy, jeśli przebywasz w takim gronie.

Do czego zmierzam – nie obawiasz się, że jeśli ci się nie powiedzie, to wszystkie te wypowiedzi wrócą ze zdwojoną mocą?

Przepraszam za słowo, ale musiałbym być skończonym debilem, gdybym tego nie wiedział. Jeżeli ktoś chce mnie tak postrzegać, to śmiało, ale ja za debila siebie nie uważam. Myślę, że jestem w miarę inteligentną osobą, która swoimi słowami potrafi przyciągnąć słuchacza. Ale jeżeli ktoś myśli, że nie zakodowałem sobie w głowie, że mogą się one obrócić przeciwko mnie… Przecież to logiczne. Tak działa świat. Jednego dnia jesteś bohaterem, drugiego frajerem.

Ciebie ludzie nie uważają za debila. Bardziej za gościa z sodówką.

To już od dawna. Ale gdybym nie wiedział, to nie pisałbym tych tweetów albo po prostu zaprzestał na zasadzie: „skorzystam z rady pana X lub Z”. Nie na tym to jednak polega.

Wchodzisz też w dyskusje z kibicami. Czasem bywa ostro.

Twitter to fajna zabawka, bo pozwala wejść w interakcję z ludźmi, z którymi nie miałbyś prawa się zobaczyć. Szansa jeden do miliona, że spotkacie się twarzą w twarz. I można sobie wejść w dialog lub bardziej monolog.

Chyba, że spotkałbyś kibiców GKS Katowice, których też ostatnio szturchnąłeś. Wtedy pewnie bardziej monolog.

W sumie mieszkam niedaleko. Chyba trochę ich jeszcze w Katowicach zostało, ale nie wiem, czy afiszują się ze swoimi barwami. Jeśli ich spotkam, to mogą coś powiedzieć. Zobaczymy.

Kończąc temat Twittera, napisałeś jakiś czas temu: „Chciałbym przeprosić wszystkich, których w jakikolwiek sposób uraziłem poprzez Twittera, zmienię się. Wasz Kamil, przepraszam”.

Wiele osób w to wierzy, ale część moich tweetów to jaja. Można je podciągnąć pod cechę bycia chamem, którzy lubi prowokować ludzi. Zawsze jest opcja nie obserwuj lub zablokuj.

A ty blokujesz?

Nie wiem, czy kogoś zablokowałem. Możliwe, że kogoś, kto sypał kurwami, ale chyba nie. Raczej nie blokuję, bo po co?

Ostatnio w „Łączy nas piłka” sporo mówiłeś na temat pokory w piłce. Do jakiego stopnia ty ją posiadasz?

Co powiedział Wojtek Szczęsny do Arsene’a Wengera, gdy miał 18 lat? Że jeśli chce wygrywać trofea, musi grać najlepszy bramkarz. Nie porównuję się do Wojtka, bo to nie moja klasa. O, widzisz, to jest pokora! Mówiąc serio – ludzi można podzielić na tych z pokorą, sztuczną pokorą bądź jej brakiem. To trudne słowo, którego znaczenia wielu ludzi nie rozumie lub źle je interpretuje. Na tym polega cała groteska – gdy widzę, że ludzie, którzy są kompletnie pozbawiani pokory, nazywają siebie osobami z pokorą. Inteligentny człowiek od razu wyczuje fałsz. Lepiej skromności nie mieć niż udawać. Na koniec dnia widzisz siebie w lustrze i zadajesz sobie pytanie: „po co udajesz?”. Każdy widzi, ile osób w jego otoczeniu zachowuje się tak, a w innym gronie wypowiada się inaczej. Mnie pozostali mało obchodzą. Bliscy czy znajomi – tak, ale to, jak ktoś zarządza swoim biznesem czy karierą, to już jego sprawa. Kiełpina oceniałem za to, jak broni, a nie jakim jest chłopakiem dla swojej żony, siostry czy mamy.

Mówisz, że nie wzorujesz się na Szczęsnym, ale da się między wami znaleźć wiele punktów wspólnych. Abstrahując od tego, że idziecie podobną drogą, on też lubił dorzucić do pieca.

Może też nie miał ulubionego bramkarza?

A nie jest tak, że trochę ci imponuje jego osobowość?

Nie. Fajnie, że bronił w Arsenalu, teraz Juventusie, dwóch ogromnych klubach. Mogą być między nami pewne podobieństwa, ale każdy idzie osobną drogą i otwiera swoje drzwi nie zawsze wiedząc, co za nimi się znajdzie. Nie wiem, czy zadebiutuję w Liverpoolu w takim wieku jak Wojtek w Arsenalu ani czy skończę tak samo. Może trafię do Realu? Na pewno cechuje nas wiara w siebie. Wiele ludzi tego nie ma, a szkoda. Potencjał ludzki w Polsce – nie tylko w sporcie – jest ogromny.

Skąd u ciebie wzięła się ta wiara?

Możesz się taki urodzić, odziedziczyć geny lub zostać tak wychowanym przez rodziców. Zawsze taki byłem. Zawsze w siebie wierzyłem i chciałem być najlepszy. Ogólnie ci, którzy na początku mieli w piłce ciężko idąc przez – nie chcę użyć słowa „wioski” – trochę gorsze miejsca niż super akademie, są trochę twardsi. Mogą więcej znieść i poświęcić, by później mieć lepiej.

No właśnie – ty nie jesteś produktem akademii od A do Z. Lech i Legia nie woziły cię nowoczesnymi autokarami i nie podliczano ci kalorii przy obiedzie.

Kompletnie nie.

W pewnym momencie zaczęły o ciebie jednak pytać topowe angielskie kluby.

Miałem profesjonalną dietetyczkę – mamę! Śmieję się, ale na tyle, na ile mogła, starała się zapewnić mi wszystko. Bardzo za to dziękuję jej, tacie i babci. Mimo młodego wieku zawsze miałem świadomość, że jeżeli nie zrobię więcej, to nie będę lepszy.

W rozmowach z Łukaszem Olkowiczem i Romanem Kołtoniem wspominałeś, że miałeś satysfakcję, gdy po latach spotkałeś się z nauczycielkami, które twierdziły, że z tak niewyparzonym językiem daleko nie zajdziesz. Albo jak po puszczeniu dziesięciu goli w wieku siedmiu lat usłyszałeś od kogoś z trybun, żebyś sobie odpuścił bronienie.

To takie blizny. Małe dzieci cechuje duża wrażliwość i są w stanie zapamiętać tego typu historie przez całe życie. Za każdym razem gdy idzie gorzej, blizna może się odezwać. A co do szkoły – to inna sytuacja. Od początku mówiłem nauczycielkom, że nie każdy będzie orłem w nauce. Nigdy nie miałem z nią problemów, ale zawsze powtarzałem, że liczy się sport, a za 20 lat okaże się czy to błąd. Wszystko ma swoje odzwierciedlenie w późniejszej karierze. Nie twierdzę, że ból w stopie sprawi, że serce stanie ci za dwa lata, ale takie fundamenty ugruntowują pewne kwestie w twojej psychice. Ani nie byłem wytworem akademii, ani nie pracowałem z psychologami w wieku 12 lat. Dla mnie to kompletny nonsens.

Może ty tego nie potrzebujesz, ale inni jak najbardziej.

Możliwe. Ludzie w akademiach lepiej się znają. Nikt nie musi mnie słuchać, nawet o to nie zabiegam, ale odnoszę wrażenie, że w tych wszystkich akademiach dzieci mają za dobrze. W pewnym momencie może ci zabraknąć zwykłej samodzielności. Wszystko masz gotowe.

W Anglii wielu dzieciaków po wyjściu z akademii ma problemy z odnalezieniem się w nowym życiu. Wielu też wpada w depresję.

Widzę, jak to wygląda w Liverpoolu. Na początku wszystko za ciebie robią rodziny zastępcze. Sam tak miałem i momentami czułem się jak upośledzony. Mogłem rzucić majtki na podłogę, wyjść, a potem były poskładane. To strasznie rozleniwia. W klubie zawodnikom organizują nawet zajęcia z gotowania. Takie specjalne prelekcje. Jeśli na własnej skórze nie przekonasz się, jak smakuje spalony makaron, to potem nie będziesz wiedział jak go przygotować. Niektórzy mogą spędzić w akademii dziesięć lat i zmotywować się tak, by zostać następnym Lewandowskim, ale myślę, że procentowo może to wyglądać słabo.

Skąd u ciebie wziął się cały warsztat bramkarski? Wyszedłeś w końcu z biedy, jeśli chodzi o samą piłkę.

Miałem bardzo dobrego trenera bramkarzy w pierwszym klubie. Marek Pietrek, który teraz pracuje w Stadionie Śląskim, w młodym wieku wpoił mi wiele aspektów technicznych. Przez siedem lat nie odpuściłem żadnego treningu. Czy byłem chory, czy zdrowy, nie rezygnowałem. Sporo też zawdzięczam świętej pamięci Janowi Gosławskiemu, który też jako trener trzymał pieczę nad odpowiednimi zajęciami. Zawsze byłem najmłodszy i starałem się chłonąć jak najwięcej pomimo różnic fizycznych.

W jakim wieku zadebiutowałeś w dorosłej piłce?

Pierwszy mecz w III lidze rozegrałem po skończeniu 16. roku życia. To były rezerwy Ruchu.

I skąd się wzięło to zainteresowanie wielkich klubów?

Sporo grałem w kadrach młodzieżowych, głównie u trenera Zalewskiego, któremu bardzo dziękuję. Mam do niego duży sentyment. To bardzo dobry trener i sam czasem jestem w szoku, dlaczego nie pracuje w starszej kadrze. Naprawdę zasłużona postać. Jeden z lepszych selekcjonerów, z jakimi miałem styczność.

Ile klubów wtedy o ciebie zabiegało? Czytałem o Liverpoolu, Manchesterze United i City.

Te były najgłośniejsze i kiedy do gry wchodzą takie marki, o innych zbyt wiele się nie mówi i same niespecjalnie się pchają, bo wiedzą, że nie mają po co. Pojawiały się też zapytania z Niemiec, ale to nie było to.

Dlaczego więc Liverpool, a nie któryś z Manchesterów?

Pierwsza sprawa – decyzja chwili. Druga – jeżeli w wieku 16 lat jedziesz do Liverpoolu i rozmawia z tobą osobiście Juergen Klopp, to trochę inna sytuacja niż gdy przyjedzie do Chorzowa jakiś przedstawiciel akademii City, którego nawet nie spotkasz. Prosty wybór. Źle wybrałem? Liverpool gra w finale Ligi Mistrzów, a nie City lub United. Jak przechodzić, to do najlepszych.

Jak wspominasz to spotkanie z Kloppem?

Sam przyjazd do Melwood to był boom dla chłopaka grającego w Ruchu, gdzie się nie przelewało, o czym trzeba zresztą głośno mówić. Dla mnie to był szok. Wszystko poukładane.

Klopp błyskawicznie przełamał lody?

Przybił grabę i zaczął się śmiać.

Wtedy poczułeś, że Liverpool to najlepsza opcja?

Też mam luzackie podejście i pomyślałem, że może się dogadamy w przyszłości. Fajnie to wspominam, bo już po miesiącu zaprosili mnie do treningów z pierwszą drużyną.

Nie było to zaplanowane wcześniej?

Robiłem swoje. Sorry, wiem, że to wyświechtane, ale starałem się tak ułożyć mój mindset. Nie dawałem sobie deadline’u, kiedy muszę zagrać. Trener bramkarzy nakreślił mi na początku, że może będą mnie zabierać na treningi, ale wiesz… „Może”. W piłce nie wiesz, ile znaczy to słowo. Morze jest szerokie i głębokie. Na szczęście nie utonąłem. Wyrzuciło mnie na brzeg.

Po pierwszych treningach było ci podobno niedobrze ze zmęczenia.

Masakra. Niejeden piłkarz z Premier League to potwierdzi. Sama intensywność treningów… Masz w głowie taki blow, gdy widzisz tę inteligencję piłkarską kolegów. Trzeba dużo myśleć. Nie wystarczy podawać piłki z punktu A do punktu B.

Na filmikach z „Łączy nas piłka” zauważyłem, że dużo mówisz do siebie na treningach.

Tak, to pomaga w koncentracji. Lepiej postępować tak niż się wcisnąć switch off i się wyłączyć.

Masz jeszcze jakieś rytuały?

Nie powiem, bo inni skorzystają i będą tak samo dobrzy. A mówiąc serio – zawsze zjem coś słodkiego.

Do jakiego stopnia pilnują u was diety?

Kulturyści by się nie powstydzili naszej stołówki. Gdyby ktoś szukał dobrej restauracji w Liverpoolu, zapraszam do Melwood. Jedna z najlepszych w Anglii. Codziennie coś innego, przez miesiąc może raz jakieś danie się powtórzy. Czasem mamy problem, żeby wyciągnąć chłopaków ze stołówki.

A samo życie w Liverpoolu?

Trochę Ranczo Wilkowyje, ale podoba mi się.

W wywiadzie z „Przeglądem Sportowym” przeczytałem, że po pierwszych treningach obawiałeś się, że…

Jaka inwigilacja!

… że rozwiążą z tobą kontrakt.

To był pierwszy sparing po przyjściu do akademii. Każdy puści jakąś szmatę, ale ta wypowiedź była żartem.

Powiedziałeś też, że waga skoczyła ci z 78 do 93 kg.

Trochę tego było, ale do tego dochodzi okres dojrzewania. Nie jestem nie wiadomo jak postawny, ale chudy już też nie. Sam nie wiem, kogo przypominam z bramkarzy sylwetką. Courtois to byk – jest dużo większy i szerszy. Czuję się bardziej smukły.

Do typów bramkarzy jeszcze wrócimy, ale najpierw powiedz, jak się zachowuje Kamil Grabara wchodząc do szatni z Firmino, Salahem i Coutinho.

Tak samo jak tutaj.

Na instagramowym koncie Liverpoolu widziałem takie zdjęcie ze zgrupowania, na którym przy stoliku znajdowały się największe gwiazdy „The Reds” i ty. Znajdź niepasujący element.

Brakująca część układanki!

Faktycznie się z nimi kumplujesz czy to czysty przypadek?

Nie chodzi o to, że koleguję się z najlepszymi. Anglicy trzymają ze Szkotami i Walijczykami – raczej osobno. Oczywiście, że mam z nimi kontakt, ale w Polsce relacje pomiędzy zawodnikami wyglądają trochę inaczej – są bardziej koleżeńskie. W Anglii tak wiele czasu spędzasz w klubie, że wielkich przyjaźni jest niewiele. Chyba że mówimy o Hiszpanach czy Portugalczykach – oni mają taki styl, że zawsze znajdą czas, żeby gdzieś wyjść. Reszta siedzi raczej z rodzinami.

A ty?

Czasem gdzieś wyjdę, ale raczej odpoczywam. Jestem introwertykiem.

Oczywiście, że tak. Nie zamykam się w szafie, ale też specjalnie się nie spoufalam. Nie przekraczam pewnej stopy w relacjach.

A w młodzieżówce?

Mam kontakt z chłopakami. Nie wszystkich trzeba lubić, ale szanować już jak najbardziej. Nie jestem tam outsiderem. Raczej nikt nie powie, że ze mną nie rozmawia.

Słyszałem, że na zgrupowaniach U-21 czytasz najwięcej książek.

Skoro ktoś tak mówi, to pewnie nie wyssał tego z palca.

Dwie-trzy książki na zgrupowanie.

Raczej daję radę. Mamy sporo podróży i szybko czytam. Może dlatego tak szybko wszystko mi wypada.

Co więc polecasz?

Ostatnio był hype na K2 dla Polaków, więc sięgnąłem po książkę Adama Bieleckiego i masakrycznie wkręciłem się w ten temat. Zacząłem czytać Wikipedię, sprawdzać wysokości poszczególnych szczytów… Wiadomo, że znałem wysokość Mount Everest – 8848 – ale to chyba każdy wie.

Chyba nie.

W każdym razie zacząłem studiować te góry i himalaizm. W Polsce mamy świetną historię alpinizmu, choćby świętej pamięci Jerzego Kukuczkę. Byliśmy prawdziwymi kozakami. A wracając do książek – teraz czytam „Wstyd” Igi Zakrzewskiej-Morawek. Każda książka jest fajna, jeśli nastawisz się tak, by wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski.

Wróćmy do młodzieżówki – przed pierwszym powołaniem od Czesława Michniewicza mówiłeś, że nie jedziesz na kadrę, by siedzieć na ławce…

Oczywiście.

Ale spodziewałeś się szczerze, że tak szybko wskoczysz do jedenastki?

Jeden bramkarz może być lepszy od drugiego, ale zwykle w takich sytuacjach decyduje doświadczenie.

Którego ty nie masz.

Czyli muszę być dwa razy lepszy, żeby grać.

Wniosek?

Skoro zacząłem grać, to… Nie no – mówiąc serio, kiedy nie grałem, nie obrażałem się, tylko pracowałem dalej. Gdy byłem drugim bramkarzem, oczywiście mnie to wkurwiało, ale przyszedł mecz z Danią, w którym trener na mnie postawił.

Wygrałeś rywalizację z Tomaszem Loską, który dobrze wygląda w Ekstraklasie, co wywołało sporą dyskusję, po której otrzymałeś nawet propozycję menedżerską.

Taaa… Jeśli Tomasz Hajto – bo mówimy o tym panu – kwestionuje decyzje trenera Michniewicza, od którego nie był, nie jest i nie będzie lepszym trenerem, to pojawia się pewien problem. Pan Hajto nie nazywa siebie dziennikarzem sportowym, wiedzę na mój temat ma średnią i język też słaby. Cholera… Kwestionując moją kandydaturę, krytykuje trenera Michniewicza. Może mnie negować za moją samoocenę czy mniemanie o własnej osobie, ale jeśli selekcjoner widzi, jak gram, trenuję i uważa, że zasłużyłem na szanse, to znaczy, że w tym momencie mnie należy się granie. Pan Hajto może mówić, co chce, ale nie godzi we mnie, tylko w trenera Michniewicza, jego doświadczenie, sukcesy i wizję tworzenia drużyny.

A ile rzeczywiście znaczy granie w rezerwach Premier League?

Znaczy tyle, że na razie wystarczy, bym grał w młodzieżowej reprezentacji Polski. W przyszłym sezonie będę grał w piłce seniorskiej.

Okej, ale jaki to poziom?

Ale do czego mam to porównać?

Na przykład do Ekstraklasy.

Nie grałem w niej.

W rozmowie z Romanem Kołtoniem powiedziałeś, że gdybyś trafił do Ekstraklasy, to byłbyś w niej najlepszym bramkarzem.

Pewnie by tak było. Nie mam problemu, jeśli ktokolwiek mi zarzuca brak doświadczenia lub że nie gram w dorosłej piłce. Okej, macie rację, mówicie oczywiste rzeczy. Wiem, że czymś trzeba zabijać czas. Jestem chyba dobrym przykładem – czytajcie książki. A kiedy wystąpię w seniorach – wtedy oceniajcie, czy granie w U-23 zaprocentowało.

Latem na sto procent zostaniesz wypożyczony?

Nie chcę powiedzieć, że na sto procent, ale myślę, że tak będzie. Zobaczymy, gdzie mnie wiatr poniesie.

Liczysz na Championship czy bierzesz pod uwagę niższą ligę jak Szczęsny, który poszedł do Brentford?

Nawet gdybym został wypożyczony do League One, pamiętajmy, że w Anglii obowiązują mniejsze okienka i krótsze wypożyczenia.

A czemu nie wypaliło wypożyczenie do Oldham, gdzie rozegrałeś nawet sparing?

Chcieli, żebym przyszedł od razu, ale w Liverpoolu nie wiedzieli, jak będzie wyglądała sytuacja z bramkarzami, więc zostałem. Rozegrałem trochę spotkań w tym sezonie. W Młodzieżowej Lidze Mistrzów też kopnąłem piłkę parę razy.

W pięciu topowych ligach europejskich z twoich rówieśników bronią jedynie Gianluigi Donnarumma i Albon Lafont z Tuluzy. Nie trzeba jeszcze bić na alarm.

Myślę, że poradziłbym sobie w Tuluzie, co? Donnarumma wyrobił już sobie markę. Szczerze mu zazdroszczę. To taka sportowa zazdrość.

To wróżenie z fusów, ale dajesz sobie jakiś deadline na Premier League?

Życie jest nieprzewidywalne. Może zacznę grać wszystko w wieku 21 lat, a może 26? Nie biorę pod uwagę możliwości, że nigdy nie wystąpię. Czy byście tego chcieli, czy nie, to się wydarzy.

Czyli trzymasz się Anglii kurczowo.

Najlepiej płacą, więc chyba tak!

A gdyby zgłosił się po ciebie jakiś klub Bundesligi, która teraz wyciąga wielu młodych z Anglii?

Jeśli przybliżyło mnie to do Anglii, to oczywiście, że nie wykluczam takiej opcji. Fajnie jednak, gdyby ostateczną destynacją było Premier League. Albo Barcelona.

A jak u ciebie z grą nogami?

Obejrzyj ostatni mecz.

Czesław Michniewicz zwraca uwagę, że jesteś bardzo sprawny jak na swój wzrost.

To chyba fakt. Mój pierwszy trener bramkarzy przywiązywał wyjątkową wagę do kwestii gimnastycznej i myślę, że jestem wygimnastykowany.

Wracamy więc do poprzedniego wątku – jakim typem bramkarza jesteś?

O cholera…

Pomogę ci. Trener bramkarzy Realu Madryt dzieli golkiperów na dwa profile – przewidujących jak Manuel Neuer i reagujących jak Keylor Navas.

Nie jestem w stanie tak szybko reagować jak Navas. Jest niższy, ma 1,85 metra wzrostu, mniej waży i układ nerwowy szybciej działa. Pewnych kwestii nie oszukasz. To jednak mądre słowa – zgadzam się z tym trenerem. Mnie chyba bardziej odpowiada przewidywanie, ale czasem oczywiście trzeba bazować na reakcji.

Typem, który łączy obie te cechy jest…

De Gea.

Właśnie miałem powiedzieć.

Ale on chyba więcej przewiduje. Każdy potrafi zareagować, ale Navas bazuje jednak głównie na tym. Weźmy choćby bramkę z Bayernem…

Jakie macie dziś relacje z Kariusem i Mignoletem?

Wolę nie mówić zbyt dużo o pewnych kwestiach, bo mogą to przetłumaczyć w Anglii. Nie gram, czyli jestem gorszy i tyle, ale dogadujemy się naprawdę dobrze. Nie ma takich przypadków jak w Koronie, gdzie Małkowski nie podawał ręki rywalom. Jeśli dzielisz z kimś szatnię, musisz być w porządku.

Kiedy Bartłomiej Drągowski rozgrywał swój pierwszy znakomity sezon w Ekstraklasie, usłyszałem od niego i jego ojca, że odrzucali możliwość pójścia do Anglii, bo tam słabo szkolą golkiperów.

De Gea ma angielskiego trenera bramkarzy, a przechodząc z Atletico chyba nie był takim kozakiem jak teraz.

Oni dawali przykład małej liczby topowych angielskich bramkarzy.

Może to problemy genetyczne, może kwestia pokolenia? Teraz w Anglii mają zastój, ale kto wie, czy za dziesięć lat nie doczekają się najlepszego bramkarza na świecie? Nie ma reguły. W młodzieżówce Anglia ma chyba najlepiej przygotowanych piłkarzy na świecie. Wygrali nawet mistrzostwo świata U-20. Kategorii U-21 nie oceniam jako juniorskiej, bo 23-latek jest już rozwiniętym piłkarzem, co widać po Niemcach. Ale U-20 to już schyłek wieku juniorskiego i pewne wnioski można wyciągnąć.

Kto z młodych w Liverpoolu robi na tobie największe wrażenie?

Muszę odpowiedzieć, że Alexander-Arnold.

A z mniej znanych?

Ovie Ejaria, który został wypożyczony z naszych rezerw do Sunderlandu. I jeszcze Grabara.

Rozumiem, że nie chcesz mówić zbyt wiele o Liverpoolu, ale mimo wszystko cię pomęczę. Sam na sam z Mane czy Salahem?

Prosta odpowiedź.

Mane, Mane!

A z Firmino?

Bardzo dobry piłkarz. Niewielu jest takich napastników jak on. To bardziej fałszywa dziewiątka. Jeśli zagra na mistrzostwach, dużo da reprezentacji.

Jak wspominasz Coutinho? To podobno bardzo nieśmiały facet.

A kto tak mówi?

Selekcjoner reprezentacji Brazylii, Tite usłyszał od Kloppa, że na Firmino trzeba krzyczeć, a do Coutinho podchodzić ze spokojem, bo to dwa kompletnie różne charaktery.

Zgodzę się. Coutinho jest specyficzny. Potrzebuje czasu, ale to bardzo w porządku gość.

A Firmino?

Zdarzały się zjebki w przerwie, po których potrafił strzelić dwa gole.

Na własne oczy widziałeś też rozwój Salaha, który niesamowicie poprawił wykończenie akcji przez poprzedni sezon.

Szczerze? Nie spodziewałem się, że będzie tak dobry, gdy do nas przychodził. Podpisał kontrakt, gdy byliśmy na obozie pod Monachium i sądziłem, że będą rotacje, ale jak już wszedł, to…

Na koniec chciałbym cię zapytać o rezygnację z powołania do młodzieżówki na zeszłoroczne mistrzostwa Europy.

Nie czułem się potrzebny tej reprezentacji. Po co miałem tam jechać?

Potrenować.

Szkoda wakacji. Mówiąc serio – nie byłem w Liverpoolu od tygodnia, więc trener mógł powołać mnie wcześniej na jakiś mecz towarzyski lub dać zagrać choćby połówkę. Dostałem pierwsze powołanie na U-19, a po dwóch dniach zadzwonił trener Dorna… Teraz w PZPN-ie wszystko wygląda lepiej.

Miałeś jakieś wątpliwości, czy dobrze postępujesz?

Nie. Chłodna analiza. Nie byłem nieprzyjemny. Nie powiedziałem, że nie jadę, bo mi się nie chce. Stwierdziłem, że nie czuję, bym mógł coś wnieść do gry kadry.

Jak zareagował Dorna?

Pewnie sobie to przemyślał i jakimś cudem o wszystkim dowiedziało się Weszło. Mam zresztą konwersację z panem Białkiem.

Z którym też wojowałeś na Twitterze, a moim zdaniem on dobrze zrobił, że zadzwonił do ciebie po komentarz.

„Albo coś powiesz i będzie milej, albo cię zjedziemy”. Wrzucałem to na Twittera. Nie wierzysz, to mogę ci pokazać. Prostakowi trzeba odpowiadać po prostacku.

Nie bałeś się, że rezygnując z kadry popalisz sobie jakieś mosty?

Miałem już nie zagrać w reprezentacji. Okej, może kiedyś będę żałował, ale wyszło mi to na dobre. Przyszedł nowy selekcjoner, który zaczął mnie powoływać.

W tej sprawie zadzwonił do ciebie prezes Boniek. Po tej rozmowie stwierdziłeś, że usłyszałeś rozsądne argumenty.

Prezes Boniek jest charyzmatyczną osobą, niektóre argumenty były dosadne, ale trafiła kosa na kamień. Trzciny nie złamało. Odbyliśmy fajną rozmowę. Myślę, że prezes dalej ją pamięta.

Trafił na ostrego przeciwnika?

Nie na przeciwnika. Gramy w tej samej drużynie. To była rozmowa na poziomie.

Kiedyś Zbigniew Boniek powiedział też bodaj w twojej sprawie, że lepiej najpierw pograć dwa-trzy lata, a dopiero później szukać szansy na wyjazd.

Może. Nie grałem. Jeśli to faktycznie model przyszłego reprezentanta, to kto wie – może gdybym szedł tą drogą, pojechałbym na mundial?

Mówisz to z wyraźną ironią.

Bo ciężko jednoznacznie stwierdzić. Jak to sprawdzić? Nie ma jednej drogi. Obowiązują różne stereotypy, ale ja nie miałem żadnych wątpliwości przed wyjazdem.

Ruch nie proponował gry w perspektywie – powiedzmy – roku-dwóch?

Kiedy się pokazały funty w oczach prezesów, było „idź, idź”.

A tobie?

Ile ja mogłem zarabiać na pierwszym kontrakcie?

Myślę, że nie najgorzej.

Fajnie zarabiać w funtach, ale w tym wieku trzeba się rozwijać.

Nie zaliczyłeś jeszcze debiutu w profesjonalnej piłce, a udzieliłeś już tylu głośnych wypowiedzi, że…

Albo trzeba być przekozakiem, albo przedebilem.

Ewidentnie czekasz na moment, by coś udowodnić.

Tak, chcę grać w seniorskiej piłce.

Wtedy będziesz wrzucał swoje kompilacje na Twittera?

Zobaczysz, że ludzie sami będą wrzucać.

Ale lubisz budować wokół siebie hype.

Nie zbudowałem takiego jak Taconafide.

O których wizerunek walczyłeś nawet na Twitterze.

Nie walczyłem. Znam trochę Quebo, nie wszystkie piosenki mi się podobają, ale mam jego płyty w samochodzie. Ta nowa to fajna twórczość, ale Soma 0,25 jest chyba trochę lepsza. Bedoes zrobił fajny kompakt do „Osiem kobiet”. Wulgarne, bo wulgarne, ale to charyzmatyczny młody facet. Dawid Podsiadło też ciekawie się dograł do „Tamagotchi”. Mega złamał stereotyp wokół rapu.

Taco i Quebo wyszli poza schemat, nie da się ukryć.

Bo to pop i szczerze przyznam, że jestem większym fanem starszego Quebo. „Ezoteryka” i „Eklektyka” to bardziej moje klimaty.

Wracając do poprzedniego wątku – jeśli zaczniesz wreszcie grać, będziesz regularnie trafiał na okładki.

Możliwe.

Nie lubisz nudy.

Cholera, krótkie to życie. Trzeba być pozytywną osobą i umilać ludziom czas. A niektórzy tylko siedzą i przewijają na Twitterze.

Też przewijasz.

Sporo powiadomień.

Można je wyłączyć.

Włączyłem dla tych, których obserwuję. Nie śledzi mnie tyle osób co ciebie.

Powiedziałeś, że chcesz ludziom umilać czas. W „PS” z kolei mówiłeś, że lubisz ich denerwować.

Umilanie to ironia.

Czyli spokoju nie będzie.

Nigdy. Ewentualnie po karierze. Wtedy nie będę się pchał do „Cafe Futbol”, żeby się dowartościować. Zajmę się jakimś biznesem.