JAK NAPASTNIK POPRZEDNIEJ EPOKI PODBIJA BELGIĘ

teodorczyk

Najlepszy strzelec najlepszych europejskich lig. Więcej bramek od Messiego, Cavaniego i Aubameyanga. Najbardziej wydajny goleador Anderlechtu w ostatnich latach. Ani Mitrović, ani Mbokani, ani Lukaku, ani nawet Aruna, Jestrović, De Bilde czy Radzinski nie ładowali tak często. Lider klasyfikacji strzelców Jupiler League. Człowiek, przez którego belgijskie media wysyłają swoje ekipy do Żuromina. Największe polskie odkrycie jesieni. Po prostu Łukasz Teodorczyk.

To jedna strona medalu. A druga? Zadarty nos na konferencji. Pogarda wobec Duńczyka, który wysilił się na pytanie po polsku. „Proszę o następne pytanie”, bo obraził się na pozytywny tekst „Przegądu Sportowego”. Gejzer wody sodowej. Człowiek, który – delikatnie mówiąc – miał średni wpływ na dzieciaków w Lechu i trenerzy walczyli, by ci byli bardziej wpatrzeni w grzecznego i pokornego Linettego. Gdy dowiedział się o eskapadzie belgijskich dziennikarzy, obdzwonił cały Żuromin, by nikomu nie otwierali drzwi. I wreszcie – bohater ostatniej afery na kadrze, by chwilę po niej założyć na konferencji w Brukseli bluzę z napisem „wyśpię się po śmierci”. Łukasz Teodorczyk to doktor Jekyll i mister Hyde.

Kiedy w jednym z ostatnich odcinków „Stanu Futbolu” powiedziałem, że dziwię się „Teo”, iż nie chce opowiadać o swojej przeszłości i wręcz stara się ją ukrywać, przez niektórych zostałem wręcz zaatakowany. Bo o pewnych sprawach nie powinno się mówić, może to wywołać traumę i tak dalej, i tak dalej. Łukasz jednak – gdyby tylko potrafił zachować się w towarzystwie – miałby wszystko, by zostać wzorem. Posiada wszelkie cechy, by dzieci z rozbitych rodzin czy nawet patologii, mogły się w niego wpatrywać i myśleć: „skoro jemu się udało, to i ja mam szansę”. Teodorczyk to bowiem człowiek, którego nie da się lubić, ale którego można podziwiać. Nie za to, jak gra, ale za to, co przeszedł. Nie za to, jak wypada przed kamerą, bo wywiady z nim to taka przyjemność jak zdrapywanie tynku paznokciami, a i do powiedzenia ma tyle co ten tynk. Łukasz jest człowiekiem, który zrobił coś z niczego. Od pozycji startowej, czyli trudnego dzieciństwa w Żurominie, przez latający cyrk Józefa Wojciechowskiego i Ireneusza Króla, aż po ławę i kontuzję w Dynamie.

Teodorczyk to piłkarz niemal wyjęty z poprzedniej epoki. Gromadzi w sobie wszelkie cechy nieszczególnie lotnego grajka, którego – dla jego dobra – lepiej trzymać z daleka od kamery. Nie należy też do napastników nowoczesnych. Niedawno rozmawiałem z Fernando Morientesem, który stwierdził, że typowe dziewiątki lat 90. i początku XXI wieku są na wyginięciu. Hiszpania już takich praktycznie nie kreuje, a jeden z wyjątków, Alvaro Negredo, został przed momentem wypluty przez potencjalnego spadkowicza, czyli Valencię. Poza tym? Poza tym Lewandowski to napastnik, który świetnie rozgrywa i zaczyna równie dobrze bić rzuty wolne, Benzema to – jak napisał „El Pais” – dziesiątka przebierająca się za dziewiątkę, a Suarez – dzik, który nie daje wytchnienia obrońcom i zarzyna ich ciągłym pressingiem. Nawet Morata mówi, że daje Realowi znacznie więcej niż gole – taka jego rola. Snajperów ograniczających się do szesnastki pojawia się coraz mniej, bo i oczekiwania są coraz większe. Dostawić nogę – to już za mało. Wykończyć dośrodkowanie – to też nie wystarcza. Czekać na piłkę w polu karnym – jak mawia Tomasz Hajto: tak się dziś nie gra w piłkę. Bo piłka po prostu się zmienia.

Niedawno jeden z czołowych belgijskich dziennikarzy zapytał mnie, co Polacy sądzą o Teodorczyku. I przy okazji napisał, że dla niego „Teo” to fenomen, bo nie pamięta tak skutecznego napastnika, który przy tym byłby tak prymitywny piłkarsko. Podobnie w „Super Expressie” oceniał go Paul Van Himst. – Raz potrafi zaskoczyć supertechnicznym zagraniem, a raz zachowaniem mocno niezdarnym – stwierdziła legenda belgijskiego futbolu. Przy tym Polak – jak podaje InStat – jest mocno przeciętny, jeśli chodzi o skuteczność pojedynków w ataku (32%), w obronie (26%) czy nawet w powietrzu (33%!). Tyle tylko że Teodorczyk przy wszystkich swoich ograniczeniach staje się piłkarskim kałasznikowem. On po prostu o nich zapomina. Prawie nigdy nie asystuje (dwie asysty w tym sezonie), ale rozrywa kolejne siatki. Jego eksplozja strzelecka to przypadek jak z Roswell. Ledwie zaczął się grudzień, a facet ma już na koncie 21 goli. W ostatnich dziewięciu kolejkach ligowych, strzelił dziewięć sztuk. W Lidze Europy ma pięć trafień w pięciu meczach – nie upolował jedynie bramkarza Saint-Etienne, ale pewnie nadrobi to w czwartek. Rozbija każdego – nie tylko outsiderów. Masakrował już Brugię, Liege, Waregem (dwukrotnie), Charleroi i Gent. Dwie sztuki dostała też Slavia Praga, a trzy Mainz.

W „czterech ścianach” pola karnego Teodorczyk wyrasta na bezwzględnego zabójcę. Wyrobił sobie nieprawdopodobny instynkt. Właśnie ta cecha to już u niego – bez przesady – klasa światowa. Tam, w szesnastce, ZAWSZE wie, gdzie spadnie piłka. Anderlecht może dziś grać na zasadzie – graj piłkę do „Teo”, niech on się martwi. Tylko niech przebywa w obrębie pola karnego, bo…

Gabala – pole karne
Gabala – pole karne
Mainz – pole karne
Mainz – karny
Mainz – pole karne
Slavia – pole karne
Slavia – karny
Kortrijk – pole karne
Kortrijk – pole karne
Eupen – pole karne
Gent – pole karne
Charleroi – pole karne
Liege – pole karne
Lokeren – pole karne
Brugge – pole karne
Mechelen – pole karne
Beveren – pole karne
Waregem – pole karne
Waregem – pole karne
Mouscron – pole karne
Charleroi – pole karne

Tak strzela Teodorczyk. WSZYSTKO z pola karnego. Najwydajniejsza ze staromodnych dziewiątek. Najskuteczniejszy dziś piłkarz z poprzedniej epoki.

Napisane przez Tomasz Ćwiąkała