DLACZEGO LEWANDOWSKI ZOSTAŁ RZECZNIKIEM MŁODZIEŻOWCÓW?

lewandowski

Robert Lewandowski zawsze był urodzonym dyplomatą. Rzadko udzielał wywiadów przełomowych. Liczysz na bombę? Raczej nie ten adres. Raz na kilka lat Lewy potrafi jednak tak dołożyć do pieca, że trzęsie się w całej federacji. Tak było po Euro 2012, gdy w wywiadzie z Robertem Błońskim zdewastował Franciszka Smudę (z czego zresztą się później wycofywał). Tak też było wczoraj.

– Uważasz, że zawodnicy z dorosłej reprezentacji nie powinni grać w młodzieżówce? – zapytał reporter Polsatu.
– Nie ma szans.
– Nie powinniśmy położyć wszystkich rąk na pokład?
– Ale po co?

Nie zobaczymy, czy mamy pokolenie kolejnych piłkarzy, którzy potrafią grać w piłkę, i którzy nadają się do tej najważniejszej reprezentacji A. Nic nam nie da, jeśli ci zawodnicy zablokują miejsce innym, pokażą się z dobrej lub co gorsza słabszej strony. Drugi rok nie będą mieli odpoczynku. Moim zdaniem nie powinni być brani pod uwagę w kontekście Euro U-21. To moja opinia, ale też rozmawiałem z chłopakami. Mistrzostwa U-21 to miejsce dla kolejnych, mniej znanych zawodników.

Konsekwencje, czytaj: burza była do przewidzenia. Zbigniew Boniek i Marcin Dorna na razie wstrzymują się przed gwałtownymi ruchami, ale już asystent selekcjonera U-21, Andrzej Juskowiak, czyli też przecież wytrawny dyplomata, człowiek uciekający od jakichkolwiek kontrowersji, ostro skontrował Roberta: „Na szczęście to nie Lewandowski będzie wysyłał powołania”.

Milik i Zieliński (plus ewentualnie Linetty i Kapustka) znaleźli się w potrzasku To, że Napoli wolałoby nie puszczać swojej dwójki na mistrzostwa, od dawna stanowi tajemnicę poliszynela. Ostatnio nawet „La Repubblica” poruszyła ten temat – zdaniem tamtejszych dziennikarzy Maurizio Sarri wolałby, aby jego podopieczni w czerwcu odpoczęli. Żadna kontrowersja. Do przewidzenia. Sam Milik mówi dziś w „PS”, że to melodia przyszłości, ale: „dla mnie priorytetem jest pierwsza kadra”. Liczy się z konsekwencjami. Nawet jeśli nie podjął jeszcze decyzji – wie, że gdyby wypowiedział się tak kategorycznie jak Lewandowski, opinia publiczna potraktowałaby go jak kogoś, kto wypina się na reprezentację, a jego social media zalałby ściek komentarzy, że woli wakacje i najlepiej niech w ogóle nie wraca. Afera Bielika do potęgi piątej.

Opinia Lewandowskiego w ustach Milika lub Zielińskiego wywołałaby – jak to mawia młodzież – historyczny shitstorm, po którym obaj panowie długo musieliby odbudowywać swój wizerunek. Albo i w ogóle by go nie odbudowali. Tyle tylko że wypowiedział ją właśnie Lewandowski. Człowiek, którego zdanie ludzie szanują. Człowiek, którego warto wysłuchać na każdy piłkarski temat. I wreszcie człowiek, który wie, jak funkcjonuje organizm po wielkim turnieju. Generalnie większego eksperta od regeneracji ze świecą szukać w świecie dzisiejszego futbolu. Bądźmy szczerzy – Lewandowski wyrósł na taki autorytet, że nawet gdyby powiedział kompletną bzdurę (nie mam na myśli tej sytuacji), to 99 procent pokiwałoby głową. Gdyby wymyślił dietę polegającą na głodzeniu się przez 30 godzin przed meczem – od jutra setki zaczęłyby tak postępować. Przykład abstrakcyjny, ale tak opiniotwórczej mocy nie ma i pewnie nigdy nie będzie miał żaden kadrowicz. Nawet jeśli na co dzień jest gwiazdą Napoli i Serie A.

W tym miejscu wypadałoby więc zadać kilka pytań:

– Dlaczego Lewandowski zabrał głos na ten temat?

– Po co w ogóle sam z siebie (!) wystosował takie „oświadczenie”, skoro mógł milczeć i wszyscy byliby zadowoleni?

– Jaki Lewy ma w tym interes? Dlaczego nagle zdecydował się wychylić?

Czy Robert zająłby takie stanowisko, gdyby miał choć najmniejsze przesłanki, że jego młodsi koledzy mogą chcieć wystąpić na tym turnieju? I czy w ogóle nie mając zgody dwójki z Napoli (plus ewentualnie Linettego) nagle założyłby garnitur rzecznika prasowego i wepchnął między wódkę a zakąskę?

Napisane przez Tomasz Ćwiąkała