CZY REAL MADRYT POTRZEBUJE POLICJANTA?

Camp Nou. Klasyk zakończył się przed kilkoma minutami. Kibice Barcelony zaczynają skandować „Julen, quedate!”. „Julen, zostań!”. Celebrowanie jednego z największych zwycięstw w sezonie zaczyna zmieniać się w szyderkę z upokorzonego rywala. Bo tak też wyglądały ostatnie minuty meczu. Ole, ole, ole. Jawne pastwienie się każdym ruchem na boisku. Z każdym kolejnym podaniem zawodnicy Realu sprawiali takie wrażenie, jakby chcieli poprosić sędziego Sancheza Martineza o szybsze zakończenie spotkania. Żeby nie przegrać wyżej niż „manitą”.

(…)

Przed kilkoma dniami jeden z najbardziej znanych hiszpańskich dziennikarzy, Julio Maldonado trafnie stwierdził, że rekrutacja na najwyższe stanowiska w Madrycie przestała przypominać choćby bank Santander. Tam, żeby zostać dyrektorem, trzeba przejść kilkanaście szczebli, wykazać się umiejętnościami i legitymować się konkretnym doświadczeniem. Tymczasem w tej chwili „Królewskich” prowadzi kolejny człowiek bez dorobku. Z Zinedine’m Zidane’m wypaliło genialnie, ale dziwić może fakt, że tak gigantycznemu klubowi zdążyli odmówić Julian Nagelsmann, Max Allegri i – tu sytuacja może się jeszcze odwrócić – Antonio Conte. A właśnie w aktualnym położeniu zespołu najbardziej przydałby się ktoś z autorytetem, na który pracuje się albo doświadczeniem piłkarskim, albo sukcesami w roli trenera.

Całość do przeczytania TUTAJ.