CZARNE CZASY ATHLETIKU. KRAJ BASKÓW NIE WYSTARCZY?

Inigo Martinez

Rynek skurczył się Athleticowi na tyle, że gdyby Adam Buksa i Paweł Jaroszyński wychowali się w Kraju Basków, ich agenci prawdopodobnie byliby już po słowie z prezesem Josu Urrutią. Klub w ostatnich latach zarobił ponad 200 milionów euro. W Bilbao wypromowali się Kepa, wspomniany Laporte, Ander Herrera i Javi Martinez. Władze wprost zakomunikowały, że przygotowały poduszkę w wysokości ponad 70 milionów na tzw. „trudne czasy”, które – jakby się głębiej zastanowić – albo już nadeszły, albo zaraz nadejdą. Klub znajduje się w doskonałej sytuacji finansowej, ale zwyczajnie nie ma na kogo tej kasy wydawać. Lokalni rywale wpisują klauzule „anty-Athletic”, by zabezpieczyć się przed podbieraniem juniorów, a wielu „gotowych” piłkarzy zaczyna Lwom po prostu odmawiać. Athletic wkręca się w spiralę, z której może się nie wydostać. Wartości wartościami, pensje pensjami, ale jaki porządny piłkarz będzie chciał grać u potencjalnego spadkowicza?

Całość do przeczytania TUTAJ.