BĘDĘ WALCZYŁ O POLSKĄ PIŁKĘ DO KOŃCA

probierz

Jakie SMS-y piłkarze dostają o ósmej rano? Co zszokowało Japończyków w Białymstoku? Dlaczego Jagiellonia jest krzywdzona przez sędziów? Kto podchodzi do niej tendencyjnie? Na jakiej imprezie kupiono Karola Świderskiego i z czym miał problem Jacek Góralski? Dlaczego nie było sensu śledzić wyborów w PZPN-ie i czego powinniśmy się uczyć od Chorwatów? Co z wyzwaniem „książka na tydzień” i jak Snapchaty mogą wytrącić piłkarza z równowagi? O tym wszystkim, a także o wielu innych tematach opowiada Michał Probierz.

Ostatnio powiedziałeś w „Przeglądzie Sportowym”, że nie wszystkim pasuje wysokie miejsce Jagiellonii. Komu więc nie pasuje?

Gdyby Jagiellonia zdobyła mistrzostwo, to wiadomo, że nie bylibyśmy w stanie reprezentować nas w Europie na takim poziomie jak Legia. Mają osiem razy większy budżet i większe prawdopodobieństwo ściągania droższych piłkarzy. Większość w Polsce chciałaby, żeby to Legia nas reprezentowała. W pewnym sensie to zrozumiałe – mają największe możliwości finansowe, a w ostatnich meczach pokazali, że mogą pozostałym odskoczyć. Gdyby liga była normalna, wszyscy w Białymstoku stawaliby na rzęsach, żeby tak się teraz wzmocnić, by utrzymać przewagę. Przy podziale punktów nikt jednak sobie nie pozwoli na takie ryzyko. A co do pytania – jeśli coś się zdarzy raz, dwa czy nawet trzy, można myśleć, że to przypadek. Ale gdy zdarza się już któryś raz z rzędu, to… Dlatego właśnie tak powiedziałem.

To fakt, że w tym sezonie jesteście najczęściej krzywdzeni przez sędziów, ale naprawdę uważasz, że to nie przypadek czy po prostu chcesz narzucić arbitrom większą presję?

W pewnym momencie było nam bardzo trudno. Trudno mówić o przypadku, gdy mecz na Legii praktycznie decydował o mistrzostwie. Nie chcę jednak do tego wracać. Oglądam spotkania Ligi Mistrzów czy Ligi Europy i tam pomyłek też jest bardzo dużo, ale nie są tak akcentowane. Wczoraj patrzyłem na Everton – Arsenal. W 94. minucie zdarzyła się bardzo sporna sytuacja. W Polsce odtwarzano by ją siedem razy, a tam nikt nawet nie wspomina. Przyznaję – czasem człowiek rzeczywiście się nakręca. Jedna pomyłka, druga, trzecia, zaczynasz się nad tym zastanawiać i odbierać jako działanie przeciwko sobie. Weźmy ostatnią kontrowersyjną decyzję Marciniaka na Arce. Trafiła na wszystkie nagłówki w gazetach. Gdy inny zespół zdobywa bramkę ze spalonego, mówi się o kontrowersji. A tu błąd. Czyli błąd czy kontrowersja?

Trener Arki dolał oliwy do ognia mówiąc, że Marciniak jest bezkarny, a że padło na tak renomowanego sędziego, to zaczęła się nagonka.

W polskiej piłce jest więcej problemów niż sędziowie.

Sędziowie w ogóle są problemem?

Zdecydowanie się w tej kwestii poprawiło. Nie róbmy jednak ze mnie wroga sędziów. Znam praktycznie wszystkich. Były mecze lepsze i gorsze, ale naprawdę czuję się przez nich lubiany. Paradoksalnie, nie? Czasem po meczu porozmawiamy i wszystko sobie wyjaśnimy. Wokół tych błędów kreuje się za dużą otoczkę. Może rzeczywiście powinienem oddzielić te ostatnie lata? Najbardziej mnie bolał ten sezon „mistrzowski”. To mogła być jedna szansa na sto lat dla Jagiellonii.

Zbigniew Boniek powiedział ostatnio w „Cafe Futbol”, że trenerzy mogliby się dogadać, by dać spokój sędziom, bo wtedy byłoby im łatwiej.

Odbyło się spotkanie z panem Przesmyckim i zakończyło się jeszcze większymi niedomówieniami.

A propos różnych interpretacji?

Jedna akcja, a cztery osoby mogą mieć różne zdanie. Jest przepis, są różne interpretacje. Podglądamy jednak sędziów w Europie i tam techniczny normalnie rozmawia z trenerem. Może podejść i zamienić parę zdań. A u nas ławki traktowane są różnie. Ławka Jagiellonii jest najgorsza. Wyrzucono nam już pięciu trenerów, a na konferencjach puszczają pięć filmów i wszystkie o nas. Widzę reakcje różnych ławek i sędziowie często przymykają oko, a u nas od razu trzeba wyrzucić na trybuny. Powiesz jedno słowo i nie chcą dyskutować. Rozumiem, że sędziowanie jest trudne, ale tu zaczyna się robić tendencyjnie. Przyrzekłem sobie jednak, że od dziś nie dyskutuję z sędziami. W ogóle. Sam wiem, że nie ma to sensu. Pan Przesmycki może być zadowolony.

Który raz w karierze wyleciałeś ostatnio na trybuny?

Drugi.

Co tym razem było punktem zapalnym?

Zostałem wyrzucony niesłusznie. Zawodnicy Lecha podbiegli do naszej ławki i wywiązało się małe zamieszanie, które przeniosło się do tunelu. Czy gdyby w Anglii dwudziestu gości wzięło udział w utarczce, to wyrzuciliby dwóch trenerów z jednego zespołu? To jak? Inni nie brali udziału? Dziwne, ale naprawdę wolę to zostawić.

Nie lepiej podchodzić do tego spokojnie jak np. Jacek Magiera lub – patrząc na top – Zinedine Zidane?

Pamiętajmy, że Jacek prowadzi Legię od trzech miesięcy. To bardzo dobry szkoleniowiec, ale poczekajmy na większą presję. Być może wtedy też będzie reagował. Uwierz, że ławka Legii nie należy do mega spokojnych. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

Jeśli poświęcasz tak wiele uwagi na pretensje, to nie tracisz obrazu boiska?

Chyba Przesmycki tak powiedział. To już przyzwyczajenia. Siedząc ostatnio na trybunach widziałem, że pewne rzeczy odbiera się stamtąd inaczej i często to głupota ze strony trenera, że tak gwałtownie reaguje. Tu muszę przyznać rację.

I tak uspokoiłeś się w ostatnich latach.

Człowiek uczy się reakcji. Kiedyś myślałem, że trener tylko trenuje. Teraz wiem, że najwięcej czasu poświęca na rozmowy przez telefon i zarządzanie ludźmi. Najważniejsze, by stworzyć grupę, która będzie miała jedną wizję i pójdzie w jednym kierunku.

W tym zrobiłeś ostatnio największy postęp – w zarządzaniu ludźmi?

To po pierwsze, a po drugie – w sprawach czysto trenerskich. Każdy dzień uczy czegoś nowego. W naszych realiach trudno jednak o rozwój, bo nie mamy takich możliwości jak inne kraje. Nie mamy gdzie trenować i tracimy pięć miesięcy. Najbardziej cierpią na tym młodzieżowe grupy. Stale poznaję młodych trenerów i zawsze im mówię, by promowali apele o budowanie baz. Mówiłem o tym 20 lat temu i będę mówił dalej. Mnie na to nie stać, ale mogę naciskać. Jeżeli będziemy mieli pięć dodatkowych miesięcy, to coś osiągniemy. W przeciwnym razie będziemy dołowali. I mówię tu globalnie – nie tylko o Jagiellonii.

Jesteś w stanie rozwijać piłkarzy w grudniu czy pogoda uniemożliwia?

Dziś nie mamy możliwości normalnego treningu. Bazujemy na dobrym przygotowaniu do sezonu. To trochę bolączka. W zeszłym tygodniu przed Arką nie trenowaliśmy ani razu na trawie. Jedynie na sztucznej. Może komuś wyda się to dziwne, ale piłkarze o ósmej rano dostają SMS-y, gdzie będzie trening – czy na siłowni, czy na boisku. Zarzucą mi, że narzekam, ale po prostu mówię o realiach. Nie oczekujmy, że Jagiellonia zdobędzie mistrzostwo i kupi kilku piłkarzy – liczy się baza na lata. Nawet zwykły balon – wtedy trening już się odbędzie. Odwołujemy zajęcia na bazie prognozy pogody. Szukamy w jednym treningu większych obciążeń, by móc potem zmniejszyć.

Skoro zrobiłeś z Jagiellonii maszynkę do zarabiania pieniędzy i konsekwentnie mówisz o bazie, to naturalną koleją rzeczy wydawałyby się jakieś inwestycje.

Powtarzam – nie mówię o Jagiellonii, tylko ogólnie o naszej piłce. Pojechałem ostatnio oglądać piłkarzy w Chorwacji. Byłem też na meczach młodzieżowych. Tam młodzi nastawiają się na ofensywę. Szukanie pojedynków i podań do przodu. My gramy za dużo wszerz. Mają tam mniej klubów, ale najlepszych piłkarzy ściąga Dinamo, a ciut słabsi idą do Hajduka lub Lokomotivy. Najlepsi grają między sobą. U nas – w 40-milionowym kraju – wszystko jest rozłożone. Trafi się komuś perełka z rocznika 2000, ale mały klub nie chce się jej pozbyć, bo wygrywa im mecze. Nam łatwiej ściągać zawodników z pierwszej ligi. Nie potrafimy wyławiać talentów. Legia, Wisła, Lech, Jagiellonia – to powinny być fabryki do promowania piłkarzy. Wtedy nie byłoby problemu z wprowadzeniem do wieku seniorskiego. Jadę na mecz Slaven Belupo – Rijeka. Spodobał mi się jeden zawodnik i pytam o cenę. Pięć milionów euro. Abstrakcja. Te chorwackie kluby prawie nic nie mają, niby mniej ludzi tam chodzi, ale piłkarzy sprzedają dwa razy drożej. Alexander Gorgon przeszedł do nich z ligi austriackiej – o czymś to świadczy.

Skoro Dinamo może sprzedawać Pjacę za 20 milionów, to Rijeka może za pięć.

Popatrzmy, ilu Chorwatów gra w wielkich klubach. Barcelona, Real, Juventus… Oni są wszędzie. Leci topowy mecz – za każdym razem masz Chorwata. Wiesz, co mi najbardziej zaimponowało? Kultura fizyczna. Wszystkie dzieci są zaangażowane w wychowanie fizyczne. Bardzo dobrzy nauczyciele i mnóstwo czasu poświęcanego na WF. Nie ma tak, że przejdziesz klasę, bo przejdziesz. Wszyscy ćwiczą. Chcą mieć silny naród. Musimy – przez polityków – dążyć do tego samego. Chorwacja ma 4,5 miliona mieszkańców i jest jedna z najlepszych w piłce ręcznej, tenisie i piłce nożnej. Czyli można? Można. Infrastruktura? Stadiony mają fatalne. Wszyscy jednak interesują się sportem i to się odbija na sukcesach. A gdy ja – jako młody trener – walczyłem o warunki, to ze mnie szydzono.

Szydzono raczej z lotniska.

No widzisz, a gdy przyjechał do nas Japończyk na staż, to nie wierzył. Jadąc z nami na mecz nie wierzył, że po takiej trasie wyjdziemy na boisko. Mówił, że to niemożliwe, a ja, że zobaczymy jutro. Ostatnio trenował u nas inny bramkarz z Japonii i był zaskoczony, że w Europie tak się trenuje.

Czyli jak?

Profesjonalnie, wszystko po kolei. Ale gdy dowiedział się, jak jeździmy na mecze, też był w szoku. Śmiali się, gdy mówiłem o lotnisku, a dziś wszyscy twierdzą, że gdyby Białystok je miał, to biznes kręciłby się dużo lepiej.

Wracając do meritum – co powinni zrobić politycy?

Z góry wprowadzić obowiązkowe WF-y i jeszcze większą liczbę zajęć. Dzieci muszą się ruszać. Ostatnio rozmawiałem z kimś o matematyce. Uczymy się rzeczy nieprzydatnych. Nie uczymy w szkołach jak zarabiać pieniądze, tylko sinusów i cosinusów. Przez 44 lata jakoś mi się te sinusy nie przydały. Polecam wszystkim książkę Kiyosakiego „Bogaty ojciec, biedny ojciec” – bardzo praktyczna wiedza. Jeżeli nie postawimy globalnie na sport, to nie będzie narodu. Dopiero nasze pokolenie zaczyna więcej biegać.

Mimo wszystko zrobiła się moda na styl fit.

Ale on dotyczy ludzi po trzydziestce. Młodzi w szkole albo nie mają WF-u, albo nie chodzą. Rozmawiam z nauczycielami. Czasem są załamani, jak funkcjonują, ile zwolnień odbierają i jakich ćwiczeń dzieci nie chcą. Ludzie mają pretensje do PZPN-u, że nie wspiera klubów w szkoleniu. Ale jak ma wspierać? Przecież kluby są za to odpowiedzialne. Słyszałem, że ostatnio odbył się jakiś wykład dyrektora z Bazylei. Powiedział, że mają szesnaście boisk do treningu? Powiedział o wsparciu państwa i dodatkowo o przyjezdnych? Samych rdzennych Szwajcarów jako piłkarzy nie ma aż tak wielu. Kiedy pracowałeś w Weszło, mówiłem, żebyście przedstawili bazy Ekstraklasy i pierwszej ligi. Niektórzy pewnie nie chcieliby pokazać prawdy. Jest Zagłębie Lubin, Wisła w Myślenicach, Lech ma dwa boiska z boku, Cracovia też ma ośrodek, ale nie jest to nie wiadomo jaki poziom. O, Zagłębie Sosnowiec ma fantastyczne warunki, ale nawet Legia dysponuje tylko jednym boiskiem naturalnym, a jednym sztucznym. Jeśli teraz tracimy przez to pięć miesięcy, to w dziesięć lat będzie ich pięćdziesiąt. Trzy lata szkolenia. Kolejna sprawa – akademie. Nie zrobimy akademii z prawdziwego zdarzenia sprowadzając Holendra czy Anglika, jeśli ten będzie funkcjonował w takich warunkach. Od końca października do końca marca powinno się trenować pod balonem.

Jak teraz wygląda wasz ośrodek w Pogorzałkach?

To temat globalny.

Wiem, ale skoro sprzedajecie Drągowskiego za poważną kwotę, to ludzie zapytają, czy chcecie coś zainwestować.

Tak, są plany. Pytałeś o maszynkę do robienia pieniędzy. To nie jest maszynka Probierza. Dostajemy materiał i coś z nim robimy. Ważna jest tu rola działaczy. Jak wyglądał transfer Świderskiego? Zebraliśmy się na urodzinach jednego z właścicieli, ustaliliśmy, że to dobry piłkarz i się na niego złożyli. Gdyby nie właściciele Jagiellonii, nie wiadomo, gdzie byłby ten klub. Mają zaufanie do naszego sztabu. Wiedzą, że jeśli powoli wychowuje się piłkarzy, to będą wyniki, ale kiedy się ich sprzeda, to będą one średnie, tak jak rok temu. Czytam, że odeszło od nas czterech piłkarzy. Nie zapominajmy, że po siódmej kolejce odszedł Quintana, a do tego Piątkowski czy Tymiński, który tworzył fantastyczną atmosferę. To prawie pół zespołu.

Obawiałeś się wtedy o posadę?

Nigdy się nie obawiam.

Ale brałeś pod uwagę zwolnienie?

Też nigdy nie biorę pod uwagę. Koncentruję się na sumiennej pracy. Gdy po raz pierwszy zostałem zwolniony – w Widzewie, bo z Polonii Bytom odszedłem sam – wtedy bardziej to przeżywałem. W pewnym momencie człowiek przestaje jednak reagować. Najważniejszy jest moment, gdy podpisujesz kontrakt. Wtedy możesz coś wywalczyć i zmienić status. Po podpisie nie ma zmian. Często trener przejmujący drużynę na siedem kolejek przed końcem rundy mówi: „kluczowa będzie wiosna”. Za tydzień nikt o tym nie pamięta. Po pierwszej porażce ludzie zapominają, a po drugiej nie wiadomo, czy dotrwa do następnej rundy. Dlatego nigdy nie zastanawiam się, czy mogę zostać zwolniony.

Kiedy jednak sprzedano Dzalamidze i Tuszyńskiego, ostro przejechałeś się po lidze i przebijał z ciebie mocny żal.

To akurat była okazja. Kiedy zgłasza się klub z Turcji, chyba tylko Legia może sobie pozwolić, by nie sprzedawać. Jeżeli ktoś dostanie ofertę za dwa-trzy miliony euro, nie ma dyskusji. Przyjeżdża Rizespor, który walczy o utrzymanie w lidze tureckiej, wykłada pieniądze i kupuje. A my wszyscy mamy siebie za pępek świata. Karabach bierze, kogo chce, Sheriff Tiraspol od razu wziął Ricardinho z Lechii, a to drużyny, z których się śmiejemy. Cracovię wyszydzano po odpadnięciu ze Szkendiją. Gdy graliśmy sparing z Vardarem, ich trener mówił, że takie kluby ściągają zawodników z Bundesligi. Wiem, że pojawi się hejt: „po co to robisz, skoro jest tak źle?”. Ale kto ma o tym mówić? Nie narzekam, tylko apeluję o rozwiązania.

Podtrzymujesz, że Ekstraklasa jest śmieszną ligą?

Otoczkę mamy fantastyczną, mecze są ładnie pokazywane, ale nie mamy szejków czy właścicieli, którzy wyłożą 15 milionów za piłkarza albo pięć za trenera. Czy gdyby Ruch wziął szkoleniowca za pięć milionów euro, to nauczyłby tych zawodników grać lepiej i szybciej niż robi to Waldek? Jest różnica między kupcami i trenerami. Kupiec skupuje najlepszych i zarządza. Trener wychowuje i sprzedaje. Podoba mi się wypowiedź Kloppa, którego dziwi że w angielskiej piłce przeznacza się na transfery aż takie pieniądze i każdy woli kupować niż wychowywać. To pokazuje, że takie spojrzenie jest globalne.

Odpowiada ci praca w klubie-sprzedawcy czy przyjdzie moment, kiedy powiesz, że zarobiliśmy tyle i tyle, a teraz czas na zrobienie z Jagiellonii na stałe siły numer dwa w Polsce?

Każdy chce wyniku. Kibicom marzy się mistrzostwo w Białymstoku, ale najważniejszy jest rozsądek i zachowanie struktur klubu. Wolę wybudować boisko i dostać trzech młodych niż dwa transfery zagraniczne. Pieniądze często wypływają z Polski, a nic z tego nie mamy.

Z zagranicy też trafiły wam się niezłe strzały jak Guti czy Runje.

Gdy oglądałem Gutiego na wideo, sądziłem, że coś z nim może być nie tak, skoro chce tu przyjść. Teraz wierzę, że za dwa-trzy lata będzie grał w dużym klubie. Runje? Dziwię się, że nie powołują go do reprezentacji. Bardzo dobry technicznie, taktycznie i jeśli jeszcze poprawi kilka drobiazgów, może być naprawdę świetny. Wracając do poprzedniego tematu – widzimy takie kluby jak Ruch, Górnik, Polonia, Widzew czy ŁKS. Działanie po omacku kończy się tragicznie. Pytasz, czy odpowiada mi praca – idziesz tam, gdzie cię chcą. Miałem niedawno oferty z zagranicy, ale odmówiłem, bo mam kontrakt. Jagiellonia to stabilny klub. Dzięki właścicielom płaci regularnie wszystkim piłkarzom. Nie mamy tu żadnego problemu, a to ważna, niedoceniana często sprawa. Wiele klubów ledwo wiąże koniec z końcem. Gdzie lepiej bym się rozwinął jako trener? Tam czy w Białymstoku? Pieniądze z transferów mogą podnosić budżety, ale jeśli przeszarżujemy z milionowymi kontraktami, to za trzy lata może nie być klubu. Działamy w określonych warunkach i w pełni to rozumiem.

Przy okazji zagranicznych zawodników – dlaczego Vassiljev nie zrobił większej kariery?

Za późno trafił na trenera Probierza!

A serio?

Trudno powiedzieć. Ta jego kariera nie jest taka zła. Skoro van Gaal twierdzi, że Kostia jest jednym z najlepszych piłkarzy, jakich widział, to o czymś świadczy. Wiele lat spędził w Rosji, a to nie jest liga, z której łatwo wyjechać.

Którego piłkarza z tych, którzy odeszli, najbardziej ci brakuje?

Pazdana. Poza samą grą ma bardzo fajny charakter i cechy przywódcze. Najważniejsze, że po całej „pazdanomanii” pozostał normalny. Jest taki jak wcześniej. Niektórzy twierdzili, że się nie nadaje, ale ja wiedziałem, że będą mieli z niego dużo pożytku. To bardzo porządny człowiek.

A przy okazji kogo najbardziej chciałeś ściągnąć i ci się nie udało?

Najbardziej żałuję Roberta Lewandowskiego, z którym byliśmy już dogadani. Piłkarz wybitny.

Wracając do tematu – kilku ważnych zawodników udało wam się ostatnio zatrzymać. Romanczuk, Świderski, Góralski – to świadczy, że coś się zmienia w Jagiellonii i nie musicie przyjmować pierwszych ofert?

Najważniejsze, ile dostaniesz za piłkarza. Chwała działaczom, bo dotrzymali słowa. Umówiliśmy się, że jeśli sprzedamy Drągowskiego za w miarę dobre pieniądze, to nie oddamy nikogo innego. Tylko się cieszyć, że tak postąpili.

Za Romanczuka oferowano wam jednak kilkaset tysięcy euro, a ten gość niedawno grał w drugiej lidze. To wysoka kwota.

Za Romanczuka było nawet 1,5 miliona euro. Skoro właściciele powiedzieli, że nikt nie odejdzie, to nie odszedł. Niezależnie od kwot. Utrzymanie budżetu było najważniejsze.

Problemem jest za to utrzymanie piłkarza w ryzach po odrzuceniu takiej oferty.

Kwestia indywidualnego podejścia. Jeśli będzie niezadowolony, to już jego problem. Wtedy za rok nie odejdzie. Tym bardziej powinien czuć się zmotywowany, że skoro już teraz chcą za niego płacić, to po roku może pójść drożej.

Taka sytuacja dotknęła Góralskiego, który ci podpadł, ale zaliczył dość spektakularny powrót i trafił nawet do kadry.

Trener jest od tego, by dawać piłkarzowi informacje. Jacek postanowił w pewnym momencie zmienić klub. To najprostsze. Powiedziałem mu, że tego nie akceptuję i nie odejdzie. Albo podejmie rękawicę, albo nie. Podjął i chwała mu za to. Widać, że robi postęp. Kiedyś mówiłem, że po odbiorze piłki – a miał ich prawie najwięcej w lidze – nie potrafił dobrze przyspieszyć akcji lub odpowiednio się utrzymać. Teraz to robi, ale to żadna filozofia. Nie oczekiwałem stawania na rzęsach, tylko dokładnych podań. Jeżeli utrzyma ten postęp, za dwa lata może być jednym z najlepszych polskich środkowych pomocników.

Kłopot masz natomiast ze Świderskim, któremu wielokrotnie wbijałeś publicznie szpilkę za nieprofesjonalne nastawienie.

Ale teraz widzę, że zaczął traktować piłkę poważnie. Jeżeli będzie tak postępował dalej, wróżę mu dobrą karierę.

W czym tkwił problem?

Borykał się z urazem – to raz. Dwa – ludzie podpowiadali mu, jakim jest dobrym piłkarzem i może zaczął być myślami gdzie indziej. Teraz wyrasta na silny punkt.

Zostanie?

Nikt nie odejdzie.

Stuprocentowe przekonanie?

Sto procent.

A kto ma dziś największy potencjał w Jagiellonii?

Wydaje się, że Świderski, ale wielu skreślało też Frankowskiego, a chłopak ma dopiero 21 lat i też może zrobić dużą karierę.

Wcześniej talentem numer jeden był Drągowski, o którym powiedziałeś, że „w Fiorentinie najpierw odbije się od ściany, a potem będzie kozakiem”.

I mamy potwierdzenie. Pojechał pełen nadziei, wszyscy myśleli, że będzie bronił, trochę uderzy soda, zderzy się ze ścianą, ktoś sprowadzi go na ziemię, będzie pracował dwa razy ciężej i wywalczy miejsce. Nie powinien w każdym razie wracać. Wtedy zrobi wielki błąd. Powinien zostać i czekać na szansę. Kiedy ją dostanie, utrzyma się.

Mówiłeś kiedyś, że śledzisz losy piłkarzy, których skreśliłeś. Komu dobrze poszło?

Lewczukowi. Pamiętajmy jednak, że najpierw mu pomogłem, by kluby go wzięły. Wierzyłem w niego jako piłkarza, ale w danym momencie się spalił. Nie zaskakuje mnie jednak jego rozwój. Trafił na Ryśka Tarasiewicza, który dał mu dużo pewności siebie, zaczął dobrze grać, wygrał puchar, trafił do Legii, na początku miał trudno, ale potem potwierdził wartość. Lewczuk jest dobrym przykładem, ale trzeba patrzeć na szerszy kontekst. Jeżeli walczysz o utrzymanie, to nie zaczniesz stawiać na młodych. Z tych, których skreśliłem, nie ma tak wielu, którzy zrobili karierę.

Trzeba przyznać, że umiesz wyciągnąć maksimum z wielu średniaków ligowych.

Nie tylko w Jagiellonii. Nie ma klubu, gdzie nie udało mi się kogoś wypromować. Zawsze jednak mówię piłkarzom, żeby pamiętali o trenerach, którzy pracowali z nimi wcześniej.

Dobry przykład – Piotr Tomasik. Przeciętniak, który wyrósł na czołowego ligowca.

Chciałem go już wcześniej i może gdybyśmy wtedy mieli okazję popracować, to trafiłby do reprezentacji. Dobra motoryka, potrafi grać ofensywnie. Jedyne, czego mu brakowało, to takie skurwysyństwo i dążenie, żeby być lepszym. Piotrek za szybko zadowalał się drobnymi rzeczami. Mam nadzieję, że to zrozumiał i będzie pracował jeszcze ciężej, by dobrze się sprzedać.

Powiedziałeś, że z wieloma piłkarzami musisz wracać do podstaw, zaczynać od początku i korygować usterki, które zostały im jeszcze po wieku juniorskim. W Ekstraklasie to dotyczy każdego?

Nie. Wielu jest doświadczonych – jak Vassiljev – których musisz tylko dopasować do zespołu. Wielu jednak ma też problem z prostymi elementami jak długie podanie wewnętrzną częścią stopy. Czasem organizujemy różne zabawy i widać braki. Wszystkiego jednak nie zaplanuję. Podobają mi się wywiady, w których trenerzy opowiadają o swoich warunkach. Ferguson pisze w książce, że przyjeżdża do pracy i pije kawę. My wtedy zastanawiamy się, jaka będzie pogoda. Mogę zaplanować trzy treningi, ale muszę mieć na tyle inwencji, by w razie gdyby się zmieniała, zorganizować coś innego. Z drugiej strony to duże doświadczenie. Czasem reagowanie w takich momentach jest najtrudniejsze. Wracając do pytania – Marek Wasiluk powinien być jednym z lepiej grających głową ligowców, ciągle się doskonali i zrobił nieprawdopodobny postęp. Pazdana staraliśmy się oduczać gry na raz i wślizgów. Do tego poprawił lewą nogę, którą zawsze doskonalił. Przed i po każdym treningu. Od Góralskiego wymagam, by przestał tyle głupio biegać. Będzie dużo lepszy, jeśli nauczy się utrzymywać pozycję. Po pierwsze – zdąży do przeciwnika, bo jest szybki, po drugie – potrafi grać wślizgiem, o co w środkowej fazie jest łatwiej defensywnemu pomocnikowi niż stoperowi.

Usłyszałeś kiedyś od Zbigniewa Bońka, żeby nie zakochiwać się w piłkarzach. Jest w Jagiellonii ktoś, w kim jesteś zakochany?

Nie, ale każdego cenię. To jednak bardzo mądre słowa. Podoba mi się też opinia Kloppa, który nie chce w następnym klubie pracować z kimś, kogo już długo prowadził, bo niczego nowego go nie nauczy. Wielu młodych szkoleniowców sądzi, że wszystko wiedzą, ale każdy trener musi mieć swojego mentora. Kogoś, z kim można pogadać. Nie zawsze się zgadzać, ale potem można to wszystko przemyśleć. Dla mnie takimi osobami są Zbyszek Stefaniak lub Stefan Majewski.

A propos inspiracji – ile pochłaniasz książek rocznie?

Bardzo dużo. Teraz jest łatwiej, bo mam Empik pod domem, ale chodzę też do antykwariatu, gdzie czasem wyłapię białe kruki. Ostatnio specjalną edycję aforyzmów z 1956 roku. Chińskie, japońskie, afrykańskie, Dostojewski… Czytam różne książki, ale jak mi się nie spodoba, to po 50 stronach odkładam. Z każdej można coś wyciągnąć.

Co wyciągnąłeś z „Shantaram”, którym byłeś ostatnio zachwycony?

Nawet to, jak jedna z głównych bohaterek, Karla, potrafiła zmanipulować faceta. Ostatnio wciągnąłem się też w serial „Narcos”. Mamy czas, gdy jeździmy po osiem-dziesięć godzin na mecze. Jestem jednak dumny, bo widzę, że wielu u nas czyta. I to regularnie. Nie tylko od święta.

Kto najwięcej?

Rafał Grzyb, Marek Wasiluk i Damian Węglarz, ale młodsi też sięgają po książki.

Kojarzysz wyzwanie „przeczytam 52 książki w roku”?

Już to przekroczyłem.

Jako piłkarz też miałeś tak szerokie horyzonty?

W wieku 23 lat zrobiłem pierwszy kurs trenera, a wtedy nie mieliśmy takich możliwości nawet inwestowania jak dziś. Namawiam na to wszystkich chłopaków. Staram się pokazać, że można. Bo co oni mogą zrobić? Nie wszyscy założą biznes. Trzeba mieć do tego smykałkę. Skoro piłka jest realizacją ich marzeń, niech to kontynuują. Kiedy karałem zawodników za przegraną w rezerwach wysyłając ich do grup młodzieżowych, nie chciałem nałożyć dodatkowo kar finansowych. Ucierpiałyby na tym rodziny i jaki miałoby to sens? Byłoby tylko, że trener chuj. Mam nadzieję, że coś z tego wyciągnęli. Widzę, że Marek Wasiluk i Kosta zaczęli już robić kursy trenerskie. Dzisiejsze pokolenie jest bardziej świadome, ale pojawia się tęż więcej problemów niż kiedyś. Trudno się np. odciąć od mediów społecznościowych. Facebooki, Twittery, Instagramy, Snapchaty, różne aplikacje do poznawania ludzi. Trzeba mieć silny charakter, by się od tego odciąć. Sam, gdy zaczynam czytać książkę lub analizować mecz, wyłączam telefon. Inaczej nie jesteś w stanie się skupić. Tu ktoś napisze na Twitterze, tu na Facebooku, tu coś wyskoczy na innej aplikacji. Człowiek jest tak atakowany informacjami, że przestaje się koncentrować. Po sezonie też wyłączam telefon na trzy tygodnie. Chcę się odciąć.

Kilka lat temu powiedziałeś w „Lidze+ Extra”, że jeżeli w polskiej piłce nie nastąpi przełom, to skończymy jak San Marino. Od tego programu minęło pięć lat. Wnioski?

PZPN bardzo poprawił choćby szkolenie trenerów. Naprawdę jest na wysokim poziomie. Szkoda, że Zbigniew Boniek nie może kandydować na więcej kadencji. Obrał właściwy kierunek i jest bardzo dobrym prezesem. Czasem wręcz mnie razi, gdy w programach mówią do niego na „ty”. To po prostu pan prezes. Jesteśmy jednak szybcy w obaleniu autorytetów.

Jak ci się podobały wybory?

Ani przez moment nie wahałem się, kto zostanie prezesem.

Nie bawiła cię cała ta farsa?

Nie musiałem nawet jej śledzić ani sprawdzać wyników.

Wielu dziennikarzy twierdzi, że Boniek powinien teraz skupić się na szkoleniu. Pewnie śledzisz tę całą dyskusję.

To bardzo proste. Mój asystent, Krzysiek Brede robi UEFA Pro i był ostatnio na kursie w Nyonie, gdzie rozmawiał z gościem z Manchesteru United. Facet zapytał, ile mamy boisk i powiedział, że nie ma szans, on by tu nie pracował. W Polsce szukamy winnych wśród trenerów, a oni często nie mają wpływu. Dlatego zawsze będę bronił polskich szkoleniowców. Wszyscy mówią, że Probierz jest przeciwko obcokrajowcom. Bzdura – Bjelica to bardzo fajny gość. Ostatnio porozmawialiśmy i nawet wymieniliśmy materiały. Jorge Jesus osiągnął natomiast fantastyczne wyniki z Benfiką, przejął Sporting, zainwestował w piłkarzy i odpadł z Jackiem Magierą. Mamy bardzo dobrych szkoleniowców. Prowadząc Aris ograliśmy Panathinaikos z Jesualdo Ferreirą, który wcześniej pracował w Benfice i Porto, a potem w Sportingu. Dlaczego mamy być gorsi? Chodzi o jakość piłkarzy. Wiesz, co mnie cieszy? Że Legia awansowała. Promują polską piłkę, z polskim trenerem plus mają dwa dodatkowe mecze – a może nawet więcej – na których muszą się skupić.

Wiesz, co może zarzucić ci pierwsza lepsza osoba? Że skoro ten Probierz jest taki dobry, to dlaczego nie sięga po tytuły?

Jestem bardzo doświadczonym trenerem, ale młodym człowiekiem. Dla mnie największym sukcesem jest odrobienie dziesięciopunktowej straty z Jagiellonią. To cenniejsze niż zdobycie mistrzostwa. Doświadczenie, jakie wtedy zebrałem, umiejętność bodźcowania piłkarzy i odrabiania tej straty to wielka nauka, ale wiem, że wszyscy już o tym zapomnieli. Puchar Polski, superpuchar, utrzymanie Polonii Bytom, Widzewa… Zdobywanie trofeów jest super, ale pytanie, jak ci, którzy byli w wielkich klubach, poradzą sobie w mniejszych. W Lechii graliśmy ośmioma wychowankami, bo taki był cel Andrzeja Kuchara. Byliśmy wysoko w tabeli, potem odszedł Matsui, zaczęły następować zmiany właścicielskie i trudno, żeby to wszystko nie pozostawiło wpływu.

Kiedyś już cię o to pytałem, ale może zmieniłeś zdanie. Liczysz, że dostaniesz jeszcze szansę w wielkim polskim klubie, typu Legia lub Lech?

Przez jedenaście lat pracy byłem bezrobotny przez pięć miesięcy. Źle nie jest.

A poradziłbyś sobie z presją w takim miejscu?

Wszędzie jest presja. W Jagiellonii nie ma?

Jest, ale mniejsza.

Mając ośmiu właścicieli też czujesz presję.

Ale właśnie w tej kwestii wielu kibiców ma wątpliwości co do twojej osoby. Nie a propos wyników czy promowania piłkarzy, tylko właśnie charakteru.

Bo panuje o mnie opinia, że ciągle walczę. Fajnie, ale po co to robię? Walczę, żeby było dobrze. Walczę o profesjonalizm. Odbierają mnie, że narzekam, ale nie o to chodzi. Dziwią się, po co ten Probierz pracuje w polskiej piłce, skoro mówi, że jest śmieszna. Właśnie po to, żeby ją rozwijać. Porównuje się nas do wielkich klubów, ale tam trener jest menedżerem, a sam klub fabryką. Sam daję asystentom coraz więcej zajęć do prowadzenia i ograniczam się do najważniejszych aspektów, bo człowiek samemu wszystkiego nie ogarnie. Zachowajmy jednak proporcje w porównaniach. Nie mam dziś sobie nic do zarzucenia. Kiedyś jeden z zawodników zarzucał mi, że stosujemy archaiczne 4-4-2. Potem widzę, że jako trener sam to stosuje. Dobre, co?

Nie męczy cię powoli ta łatka rewolucjonisty?

Mam 300 meczów w Ekstraklasie jako trener i 260 jako piłkarz. Różne miałem fazy. Były lepsze, były gorsze. Ale w jednej kwestii się nie zmienię. Jak to ostatnio ktoś zapytał na Komisji Ligi:

– Będziesz walczył do końca polskiej piłki?
– Tak. Do końca mojego i jej.

Napisane przez Tomasz Ćwiąkała